Moja psica jest w wieku młodszej psiej dorosłości, ale ciągle ze szczenięcą energią co przy 30 kilogramach wagi daje niezłą siłę. Ma wiele fajnych cech, tylko ja nie wszystkie umiem właściwie wykorzystać, ale czasem mnie coś oświeca.
Moja psica pasjami poluje na przesuwające się czuby nart. Cudze narty nie są ciekawe, ale moje lub męża - to wspaniały obiekt polowań w akompaniamencie wrzasku, że aż heja! Zastanawiałam się, jakby psicę jednak zaprzęgnąć do tych nart, aż w końcu w niedzielę spróbowałam na ugorach i krzaczorach na skraju mojego blokowiska.
Psica chodzi w szelkach, więc wstępny element tymczasowej uprzęży był. Sczepiłam dwie smycze, przyczepiłam do pierścieni z boku szelek, tworząc coś w rodzaju lejc i zaczęła się jazda :-))). Trochę czasu mi zajęło, zanim się połapałam, że wystarczy odpowiednio skrócić smycze i im bardziej psica chciała ugryżć czuby nart, to tym bardziej ciągnęła, za co oczywiście spotykała ją pochwała. Jeśli psica nie łapała nart, to miałam wolne ręce i mogłam jej pomagać kijami i też ją mogłam chwalić.
Zabawa trwała jakieś 3 godziny i psica była jakby całkiem nieźle zmęczona - szła na zupełnie luźnych smyczach oszczędzając siły. Ale to było złudzenie - z chwilą odpięcia smyczy natychmiast zabrała się za polowanie na czuby nart. Jednak na ten moment to był już koniec tej zabawy - trzeba było iść na obiad.
Pozdrowienia :-)