Basiu,
W tym momencie, calkiem sie z Toba zgadzam i uwazam, ze tego typu postepowanie powinno byc rozpowszechnione, dla naszego dobra.
Ja taki wyrób, jeśli niestety trafi w moje łapki, to po przyniesieniu do domu, wrzucam do garnka i gotuję przez 10-15 minut, aby wypłukać te wszystkie paskudztwa.
Tak samo postepuje z kazdym kawalkiem miesa, czy to drobiowego, wieprzowego, czy wolowego. Wkladam do garnka z zimna woda - i do pierszego zafalowania, zagotowania. Nie gotuje, lecz wode wylewam, mieso oplukuje, i dalej postepuje tak, jak bym zaczynala obrobke, do gotowania, pieczenia, duszenia.
Ty robisz tak z wedlina, tego nie probowalam, ale takze sprobuje, zeby zorientowac sie jakie sa efekty przy wedlinach bez wedzenia, mysle, ze rzeczywiscie to bedzie zdawalo egzamin...
Podobnie postepuje ze slonina - poniewaz raz w miesiacu robie smalec, kawalek do smarzenia przygotowywuje w taki sam sposob jak inne miesa.
Mysle, ze tym sposobem, mozna "wyzbyc" sie czesci - chociazby- lekow, antybiotykow, czy tez chemii podawanych zwierzetom, ktorych mieso zjadamy.