Autor Wątek: Rdest wielokwiatowy  (Przeczytany 7172 razy)

Yang Sheng

  • Gość
Rdest wielokwiatowy
« dnia: Grudzień 04, 2009, 12:47:33 »
Czy ma ktoś doświadczenie ze stosowaniem rdestu wielokwiatowego (polygnum multiflorum)?

Chińczycy bardzo cenią to zioło, natomiast nasz Urząd Rejestracji Leków podał informację, za Agencją brytyjską, o ryzyku szkodliwego wpływu r.w. na wątrobę

Nie wiem, na ile wiarygodna jest to informacja, a jeśli nawet jest wiarygodna, to czym można zniwelować to ryzyko.

gumppek

  • Gość
Odp: Rdest wielokwiatowy
« Odpowiedź #1 dnia: Grudzień 07, 2009, 23:19:20 »
Nasze urzędy i znakomita część lekarzy i farmaceutów siedzą by tak rzec w kieszeni firm farmaceutycznych. Nie jest to bynajmniej tajemnica poliszynela. Z tej przyczyny nie wszystko co się pisze musi mieć cech prawdy objawionej. Wątpię czy to bowiem było podparte rzetelnymi badaniami naukowymi o charakterze sprawdzającym. Czytałem twoje pytanie. Niestety rozległość mych zainteresowań osłabia tempo moich ewentualnych poszukiwań. Jedno co mogę Ci obiecać, to to że mam je na uwadze. Teraz w miarę czasu odwiedzam chińskie strony. Tylko jak kupię klawiaturę rosyjską /potrzebna do prowadzenia korespondencji z Rosjanami/ zadam to pytanie na forum kitajskim ;D. Dzisiejszy wieczór będzie poświecony katalogowaniu cennych pozycji które znalazłem, a które dotyczą medycyny tybetańskiej i ayurvedyjskiej. Jest ona w języku rosyjskim. Jak coś znajdę to na pewno dam znać.  ;) A mam taką zasadę życiową, że jeżeli natykam się gdzieś na pytanie na które nie znam odpowiedzi to włączam go automatycznie do zestawu pytań na które szukam odpowiedzi. Ponieważ lista jest długa może to trochę potrwać  ;D Mam trochę publikajcji które ściągnąłem z jakiegoś kanadyjskiego instytutu medycznego. Jak je doprowadzę do takie stanu bym się nie musiał wystydzić /ściągałem za pomocą adobe readera/ to mogę Ci je podesłać. Generalnie było by mi na rękę bo niestety nie znam angielskiego i posiłkuję się logiką i translatorami. Głównie dotyczą one zielarstwa chińskiego.

gumppek

  • Gość
Odp: Rdest wielokwiatowy
« Odpowiedź #2 dnia: Grudzień 08, 2009, 11:04:46 »
kolego szeng yang,  bo tak by chyba było bardziej szleszcząco czyli po chińsku ;D jest pan nieco w błędzie. Pomimo, iż mój kretynizm lingwistyczny nie pozwolił mi poznać angielskiego, strony angielskie odwiedzam. Między innym z ze strony jakiegoś instytutu ściągnąłem przy pomocy adobe trochę materiałów. Co to jest, nie wiem jeszcze. Ale jest duża szansa, że coś jest. Muszę tylko podocinać pdf by to było łatwiej czytelne. Siedzę teraz na stonach chińskich i kitajskich w Rosji. Chińsko-rosyjskie słowniki mam. Mam też podręczniki do nauki chińskiego, tybetańskiego i hindi. No ale same książki wiedzy do głowy nie naleją. Jeżeli znajdę coś interesujacego w angielskim to celowym chyba byłoby, by pan rzucił na to okiem. Teraz trochę wygrzebałem. Gdzieś koło końca tygodnia wrzucę to do mojego chomika. Pan rzuci na to okiem, a pozycję które pan by sobie chciał przejrzeć, wyślę @mailem. Skoro pan szuka po angielsku, a ja rosyjsku to dobrze byłoby abyśmy zjednoczyli swe siły. Bez sensu bowiem było by gdyby pan musiał się na gwałt, co za uroczy zwrot, nauczyć rosyjskiego, a ja angielskiego. Byłoby to zreszą czymś w rodzaju wyważnia "otwartych" drzwi. Miło mi by było "wpółpracować" z kimś kto zna język mi obcy. I znów to by bylo, eh mój niedowład językowy jest wręcz porażający.  ;D Ograniczyło by to bowiem zakres moich poszukiwań /nie myślę tu o przeszukiwaniu sieci ,bo to inna bajka  ;)/, a zarazem zwielokrotniło efekty. Zamówiłem już klawiaturę z cyrylicą, bo chcę do współpracy namówić lub znaleźć jakiegoś Rosjanina. Oni na prawdę dobrze władają chińskim i mongolskim, a może i tybetańskim. Ponadto medycyna buriacka jest bliska medycynom obu wcześniej wspomnianych nacji. Ba ponieważ są tacy którzy pochodzą z terenów bliskich Chinom, mają pewnie w naturze coś z Chińczyka. Rosjanin jako bliższy nam językowo i historycznie lepiej i szybciej wprowadziłby mnie w tajniki chińskiej medycyny. Ponieważ chińczycy są nam jednak odlegli kulurowo korzystanie z pomocy Anglika lub angielskiego, który też jest nam obcy kulurowo, jest gorszym rozwiązaniem niż korzystanie z pomocy rosyjskiego i Rosjanina. To zapatrywanie zasadza się na mniemaniu, że my i Rosjanie jesteśmy trochę bliżej mentalności Chińczyków niż Anglicy. A w ogóle to można to skwitować takim porówaniem: jeżeli /przyjmując odległość za miarę różnic kulturowych/ Rosjanie są na widocznej części księżyca, my jesteśmy na jego niewidocznej części,  Angole są na Marsie  ;D, a może i dlalej w mrocznym kosmosie,
I po tym bełkotliwie napisanym poście, mam cichą nadzieję na wpółpracę.
« Ostatnia zmiana: Grudzień 08, 2009, 11:12:22 wysłana przez gumppek »