Jest regułą, że jeziora odżywają niespodziewanie po ustaniu na nich "gospodarki rybackiej" - ba, dotyczy to nawet Zalewu Szczecińskiego, gdzie ogromną poprawę zauważono po wycofaniu dużej części jednostek rybackich (około połowy o ile pamiętam). A mało kto wie, że ten wspaniały zbiornik, trzykrotnie większy od całego kompleksu Śniardw, jest fenomenem na skalę kontynentu - jeśli idzie o wydajność "produkcji rybnej". Niesamowita żyzność, niesamowite tarlisko, żerowisko, zimowisko itd. Wszystkie gatunki ryb, jakie pomyślicie (oczywiście nie mówię o rekinach, choć sporadycznie jakiś koleń czy żarłacz śledziowy w Zalew Kamieński może wejść, skoro labraksy odnotowano

- od troci i potężnych łososi, szczupaków, poprzez wszystkie karpiowate, okresowo występujące ryby morskie - po wędrowne sieje, olbrzymie miętusy i... klify. Wspaniały i niewykorzystany akwen - turystyki i żeglarstwa w porównaniu z Mazurami jest tam tyle, co nic. I może to i dobrze
