Autor Wątek: Pszenica i choroby  (Przeczytany 43099 razy)

Offline Alinge

  • Więcej Pisze
  • ****
  • Wiadomości: 378
Odp: Pszenica i choroby
« Odpowiedź #45 dnia: Kwiecień 14, 2014, 19:04:15 »
Tusiu odstawiłam tylko gluten. U mnie nie ma jakiś zaawansowanych problemów zdrowotnych, poza zdiagnozowanymi guzkami tarczycy, generalnie nic mi nie dolegało,  ale np. miałam wrażenie,  że poprzez spojrzenie na zawartość lodówki,  powodowało przybranie 1 kg.  Wyniki laboratoryjne są bardzo w porządku i gdybym tylko uparcie czegoś szukała,  to bardziej można by było się domyśleć,  że TSH szło by w kierunku nadczynności.
Na pewno drażniły mnie,  te kilka kg więcej które miałam, a przygoda z odziałem ratunkowym z powodu tachykardii spowodowało,  że "spróbowałam" odstawić gluten, i uważam to za dobry pomysł.

Pozdrawiam :)

Offline WiesiekW

  • Mało Pisze
  • **
  • Wiadomości: 58
Odp: Pszenica i choroby
« Odpowiedź #46 dnia: Kwiecień 14, 2014, 19:35:39 »
cały gluten poszedł w odstawkę? wszystkie kasze, płatki i grubomielone mąki niepszeniczne też?

Offline Alinge

  • Więcej Pisze
  • ****
  • Wiadomości: 378
Odp: Pszenica i choroby
« Odpowiedź #47 dnia: Kwiecień 14, 2014, 21:38:01 »
Używam tylko mąki gryczanej, ryżowej, ziemniaczanej. Żadnych płatków, żadnego musli.

pzdr.

Offline MsSznur

  • Więcej Pisze
  • ****
  • Wiadomości: 270
Odp: Pszenica i choroby
« Odpowiedź #48 dnia: Kwiecień 15, 2014, 14:09:45 »
Mnie cera poprawiła się wyraźnie już po miesiącu ścisłej diety bezglutenowej. Polecam. Masz jakieś medyczne przeciwwskazania do glutenu czy to był eksperyment z twojej strony? Nie podchodzą ci smakowo makarony bezglutenowe? Są różne rodzaje. I można zrobić domowy.
"Just because I did something yesterday is not a good enough reason to do it today."

„Definicją szaleństwa jest robienie cały czas tego samego i oczekiwanie za każdym razem innych rezultatów”.

Offline Moc jest w Tobie!

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 1614
Odp: Pszenica i choroby
« Odpowiedź #49 dnia: Kwiecień 28, 2014, 10:21:56 »
Obiecałem sobie, że nie tknę już pszenicy, ale dałem się wczoraj namówić na spaghetti i mam za swoje. Noc nieprzespana, ciągły refluks i mdłości, a dziś po śniadaniu biegunka, zatem żegnaj pszenico na zawsze. Więcej sygnałów nie potrzebuję.

Offline `

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 1051
  • IRONMAN-napędzany ziołami
Odp: Pszenica i choroby
« Odpowiedź #50 dnia: Kwiecień 28, 2014, 11:56:35 »
W młodości miałem problemy z refluksem, ogólnie z jedzeniem...to mi tatuś mówił:
"byle jakiej dupie to i skibka chleba zaszkodzi".
Teraz refluks wraca jak baardzo przesadzą a normalnie to jadam, w ilościach hurtowych,wszystko co jest zjadliwe.
Dzisiejsza noc "ciężka" bo na kolację zjadłem bigos z chlebkiem i dołożyłem boczuś zawijany (własnej roboty).
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 28, 2014, 11:59:56 wysłana przez aqarel »

Offline Alinge

  • Więcej Pisze
  • ****
  • Wiadomości: 378
Odp: Pszenica i choroby
« Odpowiedź #51 dnia: Kwiecień 28, 2014, 12:12:36 »
Obiecałem sobie, że nie tknę już pszenicy, ale dałem się wczoraj namówić na spaghetti i mam za swoje. Noc nieprzespana, ciągły refluks i mdłości, a dziś po śniadaniu biegunka, zatem żegnaj pszenico na zawsze. Więcej sygnałów nie potrzebuję.

Ojjjj  b i e d n y  :D  :P :D   :P :D  :P :D   biedny :D

W sobotę na wycieczkę po łuskiewnik, Basi mąż zaprosił nas w pewnym momencie nas na ciasto z owocami :) och jaka była moja radość na to co usłyszałam... od razu zachciało się usiąść i rozkoszować smakiem... a nagle ..jakim smakiem ?? no przecież ja nie jem ciast.... To otrzeźwienie uświadomiło mi,  że nie biorę udziału w biesiadzie, co nie oznaczało,  że nie zjadłam słodkiego :) dla mnie znalazła się czekolada z orzechami :)  ale widać że trzeba się pilnować :) bo nawyki to ciężka do wyplenienia cecha :))) ale warta pilnowania, bo sobie nie wyobrażam przeżywać tego samego co Ty :-)))

Offline MsSznur

  • Więcej Pisze
  • ****
  • Wiadomości: 270
Odp: Pszenica i choroby
« Odpowiedź #52 dnia: Kwiecień 28, 2014, 12:23:18 »
Cytuj
Obiecałem sobie, że nie tknę już pszenicy, ale dałem się wczoraj namówić na spaghetti i mam za swoje. Noc nieprzespana, ciągły refluks i mdłości, a dziś po śniadaniu biegunka, zatem żegnaj pszenico na zawsze. Więcej sygnałów nie potrzebuję.

Ja ostatni raz przeżywałam dokładnie coś takiego kiedy przesadziłam z domowym winem i poprawiłam piwem.  :D
Po winie miałam refluks i mdłości a po piwie biegunkę. Teraz to wiem ale nie potrafiłam tego zrozumieć w tamtym czasie. Nie miałam jeszcze pojęcia o takich rzeczach jak nietolerancja glutenu. Teraz wiem dlaczego tradycyjne wieczorne piwo z współlokatorami zawsze kończyło się biegunką.
"Just because I did something yesterday is not a good enough reason to do it today."

„Definicją szaleństwa jest robienie cały czas tego samego i oczekiwanie za każdym razem innych rezultatów”.

Offline Moc jest w Tobie!

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 1614
Odp: Pszenica i choroby
« Odpowiedź #53 dnia: Maj 04, 2014, 17:49:06 »
Obiecałem sobie, że nie tknę już pszenicy, ale dałem się wczoraj namówić na spaghetti i mam za swoje. Noc nieprzespana, ciągły refluks i mdłości, a dziś po śniadaniu biegunka, zatem żegnaj pszenico na zawsze. Więcej sygnałów nie potrzebuję.

Historia miała dalszy ciąg i tak naprawdę nie wiem, co mi się przydarzyło.  ??? Kilka godzin po napisaniu powyższego komentarza dostałem mocnych mdłości, gorączki (37C) i bólu głowy. Poczułem się, jakbym miał zderzenie z samochodem. Po 2, 3 godzinach gorączka skoczyła do 38C i tak osłabłem, że musiałem położyć się do łóżka. Nic nie mogłem zjeść, bo chciało mi się ciągle wymiotować i refluks nie opuszczał. Całą noc nie zmrużyłem oka z bólu głowy i mdłości. Na drugi dzień to samo i znów prawie nic nie jadłem, co mnie bardzo osłabiło. Nie używam leków, ale kolejnego wieczora tak nap***** mnie głowa, że się poddałem (dziewczyna znalazła jakąś tabletę na awarię - ketonal prawie po terminie), bo żadna z alternatywnych metod nie przynosiła ulgi. Ból w nocy zszedł i jakoś zasnąłem, ale na drugi dzień to samo + biegunka i tak prawie do piątku, ledwo co jedząc i śpiąc. Katastrofa.

Teraz jest już lepiej i objawy minęły, ale zszedłem 4 kg i jestem wykończony. Nie wiem, czy to sama pszenica (papryka z sosu do spaghetti przypominała mi się 2 dni) spowodowała zatrucie (w zasadzie nie wiem jak to nazwać), bo podejrzewam pewne aspekty psychiczne, jakkolwiek po tej przygodzie nie ruszę glutenu nigdy. Połowica myślała w najgorszym momencie, że zejdę (serio), ale ja mam w takich wypadkach stoicki spokój (choć cierpienie nie jest fajne) i wiem, że organizm musi się oczyścić, więc wspomagam go jedynie ziołami, pomijając tego "przeciwbóla", którego wzięcie nieco mnie irytuje, ale nie od razu jest się mistrzem rozpuszczania bólu myślami. ;)

-----------------

Alinge, nie piję od ośmiu lat, ale prawie połowę tego czasu łapałem się na odruchu dołączaniu do towarzystwa. ;) Na początku było to dość frustrujące, że cały świat pije, a ja nie mogę, ale z czasem poczułem się szczęśliwy bez alkoholu i całe napięcie zniknęło. Podobny mechanizm miałem przy papierosach i słodyczach. Teraz mam błogi spokój. :) Można oczywiście przygotowywać mnóstwo potraw bez pszenicy, gluteny, jaj, mleka, itd., ale dla mnie to zbytnie ceregiele (jestem weganinem) i wolę nieskomplikowane (najlepiej surowe) jedzenie. Kiedy człowiek zaczyna żyć skromnie (w tym wypadku w odniesieniu do jedzenia), to zauważa, iż proste jedzenie też jest bardzo przyjemne, choć i tak wolałbym przejść na pranę. Co za wolność! ;)

MsSznur, sądzę, że nie istnieje taka przypadłość jak nietolerancja glutenu. Podobnie można by napisać o nietolerancji alkoholu. Te słowa, wytrychy zostały po to ukute, żeby sprzedawać jedno i drugie (oraz wiele innych, np. krowie mleko), bo przecież nie można wcisnąć ludziom trucizny, tylko udać najpierw, że istnieją choroby (to też potencjalny zysk), przez które ktoś nie może spożywać takich produktów. Cała reszta mniej wrażliwych ludzi może to jeść. Normalną reakcję organizmu na trującą substancję, nazywa się nietolerancją. To śmieszne.  :-\

Moja dziewczyna przez większość życia była uznawana za taką, która może zjeść wszystko i nic jej nie zaszkodzi, na przykład kapustę kiszoną, a potem lody. ;) Do momentu, aż przeszła na wegetarianizm i oczyściła organizm (rymłem se). ;) Każda ze "starych" potraw była ciężko trawiona i powodowała problemy gastryczne, mniejsze lub większe. Kiedyś gluten po niej spływał, a teraz ona spływa po glutenie. ;) Przykłady można mnożyć...

-----------------

...a co do lichych, skibkowych synków.  Jak się ma zaśmiecone jelita, to bigos na ohydnych truchłach nie zaszkodzi (przeleci przez obklejone rury). Jak w śmietniku byłoby czysto, to wtedy dałby prawidłowe reakcje. No, ale to daleka droga, bo najpierw trzeba pojąć, że się wcina trupy...

Offline MsSznur

  • Więcej Pisze
  • ****
  • Wiadomości: 270
Odp: Pszenica i choroby
« Odpowiedź #54 dnia: Maj 04, 2014, 19:51:57 »
Cytuj
Normalną reakcję organizmu na trującą substancję, nazywa się nietolerancją. To śmieszne.   

Święta prawda. Lepiej bym tego nie ujęła.

Cytuj
Alinge, nie piję od ośmiu lat, ale prawie połowę tego czasu łapałem się na odruchu dołączaniu do towarzystwa.  Na początku było to dość frustrujące, że cały świat pije, a ja nie mogę, ale z czasem poczułem się szczęśliwy bez alkoholu i całe napięcie zniknęło.

Niestety społeczeństwo nie jest zbyt tolerancyjne. Często rezygnowanie z picia to śmierć życia towarzyskiego, bo ludziom przeszkadza, że przychodzi się np. na grila i ani się nie pije ani nie je kiełbasy. Bo po co się przechodziło?
"Just because I did something yesterday is not a good enough reason to do it today."

„Definicją szaleństwa jest robienie cały czas tego samego i oczekiwanie za każdym razem innych rezultatów”.

Offline Moc jest w Tobie!

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 1614
Odp: Pszenica i choroby
« Odpowiedź #55 dnia: Maj 04, 2014, 20:23:30 »
MsSznur, jak nie pijesz to nie jesteś swój, więc przestajesz pasować do towarzystwa, choć wielokrotnie pełni się też rolę wyrzutu sumienia u tych, co pić już muszą. Jednak, co ma się od Ciebie odkleić w nowym (trzeźwym) życiu, to się odklei (również "przyjaciele") i nie ma to tamto. ;)

Jeżeli nie je się pszenicy z wyboru, to też się podpada generalnie pod "innych". Trzeba będzie pewnikiem założyć jakąś grupę AG - Anonimowych Glutników (bądź nieanonimowych - NG). ;)

Offline robin

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 520
Odp: Pszenica i choroby
« Odpowiedź #56 dnia: Maj 04, 2014, 21:21:20 »
Jakie towarzystwo takie życie jego. Znam takie w którym piją prawie wszyscy a i tak nikt się nie pijącego nie czepi, zwyczajnie szanują słowo "nie". Jak również takich co są wege lub vege i jedzącemu mięso nie smęcą o ohydnych truchłach. ;)
Moc - ci się przytrafiła "grypa żołądkowa". Co nie rozmawiam z kimś ze znajomych to ma albo wirusa tego od biegunki, albo tego od smarkania i przyduszania. Ot wiosna;)

Offline Moc jest w Tobie!

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 1614
Odp: Pszenica i choroby
« Odpowiedź #57 dnia: Maj 05, 2014, 08:23:34 »
robin, nie generalizowałem przecież z towarzystwem, a o truchłach smęciłem temu, co mi wcześniej smęcił o wychowaniu w pogardzie dla słabeuszy żywieniowych. ;)

Grypa żołądkowa nie bierze się znikąd. Podejrzewam pewien konflikt psychiczny, bo symptomy "choroby" były widocznie już nieco wcześniej (w emocjach), ale to rozważania pod kątem GNM, więc nie będę zaśmiecać wątku o pszenicy. Zwalam przygodę na nią, bo będzie mieć gorsze statystyki. ;)

Offline robin

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 520
Odp: Pszenica i choroby
« Odpowiedź #58 dnia: Maj 05, 2014, 14:44:29 »
Dla mnie się bierze z wirusa;) Stan psychiczny może oczywiście odpowiednio "przygotować grunt".

Offline Moc jest w Tobie!

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 1614
Odp: Pszenica i choroby
« Odpowiedź #59 dnia: Maj 05, 2014, 16:37:37 »
Wiesz robin, ale ja nie sądzę, że wirusy istnieją. ;)