Dostałem nieco owoców dzikiej róży, a nie mam możliwości dobrego suszenia, więc kombinowałem jak je spożytkować. Nastawiłem ocet różany z dodatkiem miodu, a resztę postanowiłem dodawać codziennie do zaparzanych ziół i przerobić na powidła ze śliwkami, ale... im bardziej rozpadały się owoce podczas gotowania, tym mocniej czułem zapach pomidorowy.

Spróbowałem wywaru i smakował jak koncentrat, więc wycofałem się z pomysłu powideł i uznałem, że zrobię ketchup. Dodałem świeżego tymianku i lubczyku, liści laurowych, ziela angielskiego, pieprzu, papryki słodkiej mielonej, octu jabłkowego i posiekanej cebulki i z zaskoczeniem przyznaję, że ketchup jest świetny.

Muszę jedynie przetrzeć go przez sitko (myślałem, że zostawię w nim pestki, ale są za twarde).
Jak zajrzałem do sieci to okazało się, że ketchup z dzikiej róży to nic egzotycznego.
Choćby.