Żona posunęła się nawet do picia odwaru z korzenia mydlnicy - coś strasznego, spróbowałem, piekielny wywar. Twierdzi, że odczuwała poprawę, ale jakoś nie wiem. Chociaż ona będzie wiedziała najlepiej. Tak czy inaczej najskuteczniejsze leki które brała, które dawały efekt wzorcowy, to: cykolosporyna, kąpiele ziołowe (np. wrotycz-skrzyp), a lokalnie i nie za często triderm i protopic.
Ogólnie dąży się do tego, by "tymczasowe stany najgorsze" były coraz łagodniejsze - i faktycznie widać systematyczną poprawę, jeśli tak to rozumieć. Dłuższą remisję być może dadzą naświetlenia, ale ten temat na razie z różnych powodów umykał - no ale nie ucieknie.