Komentarz do postów z wątku "Zatrucie rtęcią niemowlak - prośba o pomoc".
Są szczepionki, które są potrzebne, a gruźlica do nich absolutnie należy.
Basiu, sprawa nie jest taka prosta. Też tak myślałam do niedawna, ale z racji posiadania świeżego dziecka nieco zweryfikowałam swoją wiedzę na ten temat. Aktualny stan wiedzy wygląda jakoś tak: szczepionka BCG nie ogranicza zapadalności na gruźlicę (w krajach, gdzie nie szczepiono lub szczepień dawno zaprzestano, spada liczba zachorowań w takim samym tempie), natomiast uzasadnieniem dla szczepienia noworodków jest, że niby zapobiega zachorowaniu na ciężką postać gruźlicy, czyli nie płucną. Żeby nie być gołosłownym, tak to zostało przedstawione przez Dyrektora IGiChP w Warszawie Kazimierza Roszkowskiego-Śliża na sejmowej komisji zdrowia na początku 2015 r:
"I jeszcze kwestia szczepień, które oczywiście nie mają żadnego znaczenia ochronnego dla zapadalności. Wiadomo jest tylko, że... Dlatego że średni spadek zapadalności na gruźlicę w Polsce jest dokładnie taki sam jak we Francji, chociaż we Francji nie szczepi się w ogóle. Jedynym pozytywem wynikającym ze szczepienia na gruźlicę dzieci – noworodków – jest niższy odsetek ciężkich postaci klinicznych gruźlicy. To jest bardzo ważne i dlatego nie rezygnujemy z tego. Zmodyfikowaliśmy system szczepień. Wyeliminowaliśmy rewakcynację szczepienia w wieku szkolnym, natomiast szczepienia noworodków pozostają. One są bardzo racjonalne i uzasadnione epidemiologicznie."
W Medycynie Praktycznej jest więcej konkretów
http://www.mp.pl/szczepienia/przeglad/gruzlica/show.html?id=100031 Widać, że sprawa nie jest jednoznaczna. Ja dziecka nie zaszczepiłam w szpitalu, za chwilę wracam do Polski i się zastanawiam, co robić. Jeszcze muszę "zbadać" wątek niemiecki - ponoć w Niemczech ileś lat temu, gdy sytuacja epidemiologiczna była gorsza niż u nas teraz, wycofano się ze szczepionki BCG, bo stwierdzono, że za dużo jest NOPów i straty przeważają korzyści (u nich jest system odszkodowań, więc straty rządu są realne). U nas rejestracja NOPów jest kiepściutka, więc nie wiem jak z tym jest. Ta niepewność co zrobić jest straszna :-/
Odnośnie normy dla aluminium - podana norma 2mcg/kg masy ciała odnosi się do żywienia pozajelitowego (na tej podstawie była dawno temu opracowana), czyli do podawania glinu do krwi. Szczepienia nie wykonuje się do krwi, tylko domięśniowo lun śródskórnie (podskórnie?). Więc nie powinno być tak źle, jednak skandaliczne jest to, że nie ma na ten temat empirycznych badań. W tym
http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0264410X11015799 badaniu numerycznie (na podstawie różnych założeń z uwzględnieniem szczątkowych danych doświadczalnych) obliczano obciążenie aluminium przy amerykańskim kalendarzu szczepień z tamtego czasu. W dyskusji wyników stwierdzono, że jest tylko jedno badanie sprawdzające, jak to Al się wydala przy rzeczywistym domięśniowym wstrzyknięciu (u królików) i było to tak "Po 28 dniach glin przedostaje się z miejsca wstrzyknięcia do krwi w 51%, jeśli podano fosforan glinu, i w 17% w przypadku wodorotlenku glinu. Pozostała ilość adiuwantu wchłaniała się do krwi ze stałą szybkością w ciągu następnych 28 dni (dla fosforanu) i kolejnych 137 dniach (dla wodorotlenku). [Gdy glin znajduje się w krwiobiegu, jest szeroko dystrybuowany do różnych tkanek ciała w sposób, który może być związany z gęstością receptorów transferyny.]". Wiedzy na ten temat nie mam, więc nie skomentuję.