Autor Wątek: Spacer na kalinę do ujścia Wisły  (Przeczytany 662 razy)

Offline Basia

  • Płytki nurek
  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 10614
Spacer na kalinę do ujścia Wisły
« dnia: Październik 05, 2018, 11:16:40 »
Zapraszam na spacerek po kalinę i inne jesienne dobra, które można znaleźć nad ujściem Wisły.
Można będzie natrafić też na owoce dzikiej róży, głóg i może rokitnik.

Termin: 13.10.2018 to sobota , spotkanie 10.45 na przystanku autobusu linii 112 Przystań w Swibnie

Propozycja wyjazdu: autobus linii 112 wyjeżdżający spod dworca głównego w Gdańsku godz 9.56
do przystanku Świbno Przystań, formalny przyjazd 10.41.
Czekamy do oporu na przyjazd tego autobusu.

Oprócz toreb i wiader warto zabrać lornetki, by popatrzeć na ptaki, a może nawet i wylegujące się na mieliznach foki.
W tym samym czasie i miejscu może będzie równoległa wycieczka ornitologiczna, więc połączymy siły, środki i wiedzę.
Zapraszam całe rodziny, czworonogi też (swojego biorę).

Projekt zorganizowany przez stowarzyszenie Dom Sąsiedzki Piecki-Migowo w Gdańsku.

Część "roślinną" prowadzę ja.

Zapraszam :-)
« Ostatnia zmiana: Październik 08, 2018, 19:38:49 wysłana przez Basia »

Offline Basia

  • Płytki nurek
  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 10614
Odp: Spacer na kalinę do ujścia Wisły
« Odpowiedź #1 dnia: Październik 15, 2018, 11:02:40 »
Spacerek się odbył, mieliśmy pełnię "babiego lata" - ciepło i słońce.
Na początku szliśmy razem z grupą "ptasią". To coś niesamowitego, ile oni widzą i słyszą, a na co normalnie nie zwraca się uwagi, a przecież jest, jeśli się tylko na to zwróci uwagę.
Jak będę mieć informację o rozkładzie "ptasiej" jazdy, to też będę wstawiać. Na prawdę warto zabrać lornetki i pójść na wycieczkę.
Podobno nad Polską jest skrzyżowanie ptasich autostrad i jest na co patrzeć.
***

W końcu jednak my, czyli grupa "roślinkowa" wpadliśmy w pokrzywy otaczające krzaczory kaliny, a poszukiwacze ptaków popędzili dalej. Potem my już tylko przemieszczaliśmy się od krzaka do krzaka i napełnialiśmy pojemniki kaliną, głogiem i dziką różą, aż doszliśmy do granicy rezerwatu "Mewia Łacha".
Tym razem na mieliznach nie było widać fok, ale za to łyło widać tłumy ludzi łażących po rezerwacie.

Potem poszliśmy na plażę i już tylko przez las do autobusu. W lesie jeszcze zbieraliśmy lisiczki, czyli kurkopodobne grzybki. Ponieważ inni uczestnicy wycieczki byli nieco sceptyczni, to wszystko ja zgarnęłam.
Po zjedzeniu tych lisiczek i łuskwiaków nastroszonych znalezionych przy Wiśle (po obgotowaniu i wylaniu wody) ja i mąż jesteśmy zdrowi i zadowoleni.

Pozdrowienia :-)