To jest fragment moich plotek z Freshem, ale może się komuś jeszcze przydać.
***
Widzę w Google, że na problemie rejestracji kosmetyków wyrosła masa firm konsultacyjnych, dojących małych żuczków...
Myślę, że dość łopatologicznie te zawiłości wyjaśnione są na stronie chyba już byłej(?) posłanki z roku 2006:
http://www.gover.pl/k5/poslowie/szczegolyInterpelacji/posel/zuba-maria/interpelacja/interpelacja-w-sprawie-procedur-stosowanych-w-trakcie-rejestracji-kosmetykow-lekow-i-suplementow-dietyGoogle mnie wyrzuciło najpierw na jej pytanie w systemie Sejmu, ale jak wrzuciłam słowa interpelacja 3117, to wyrzuciło mnie na całość dyskusji.
Wychodzi na to, że kosmetyk NIE MA PRAWA deklarować własności leczniczych, bo wpada w kategorię leku. Własności rzeczywiste zostają niedopowiedzeniem.
Kosmetyk się tylko rejestruje w Instytucie Medycyny Pracy na podstawie praktycznie tylko deklaracji producenta, wyników badań bakteriologicznych z porządnego labolatorium i wyników testów na ochotnikach lub zwierzętach. Jeżeli kosmetyk jest testowany tylko na ochotnikach, to warto o tym napisać na opakowaniu i w reklamach.
Na lek trzeba dostać rejestrację i pozwolenie.
Trzeba ze zrozumieniem przeczytać ustawę o kosmetykach w wersji aktualnej, ale według mnie zasady rejestracji się nie zmieniły od czasu interpelacji. W ustawie o kosmetykach dodano tylko konieczność ujawnienia składu kosmetyku dla lekarzy w celu ewentualnego leczenia powikłań, ale to już jest sprawa rejestratora, by nikt się nie czepiał "tajemnicy handlowej i przemysłowej" oraz możliwość interwencji inspektora sanitarnego z zajęciem sprzętu włącznie, w uzasadnionych przypadkach wstąpienia zachorowań po zastosowaniu kosmetyku.
Pozdrowienia :-)
Basia