Myślę, że pomysł z koszulkami i innymi drobiazgami jest fajny. Myślę, że koszulki można kupić bez problemu w hurtowniach - najlepiej, aby ustalić, czy chcemy cienką, tanią "American" chińszczyznę, czy nieco grubszą i droższą, ale taką, która po roku nie pokaże dziury na plecach.
Osobiście nie lubię prasowanek, wolę porządny nadruk, nawet, jeśli by to miał być jeden, może dwa kolory. Prasowanki obłażą po kilku praniach.
Są firmy załatwiajiące nadruki reklamowe na wszystkim - może wartoby się z taką skontaktować?
***
Zrobimy koszulki, zyskamy czytelników, utworzymy silne lobby, wybierzemy Basię a prezydenta (bo Ona zna się na reformach)
To nie jest prawda - nie znam się na reformach, bo sama jestem niereformowalna. Polityka mi wystarczy na poziomie mojego miejsca pracy.
Ja naszych władców lubię dziabać, ale to jest tylko moja reakcja na moją bezradność.
W obecnym stanie władzy ponadnarodowych korporacji nad państwami, musiałoby dojść do globalnej rewolucji, aby coś rzeczywiście zmienić.
A zresztą - nikt nie wygra demokratycznych wyborów obiecując spadek dochodów za ciężką pracę i wyrzeczenia, aby pozbyć się długów skarbu państwa. Niestety, wybory wygrywają ci, co najefektowniej obiecują gruszki na wierzbie, a potem mówią, że się nie da, bo Unia itd.
To jest podstawowe prawo współczesnej demokracji...
Wiem, że nasz Gospodarz lubi Szwajcarię, ale ja mam do niej bardzo mieszane uczucia... W końcu to jest wielka, niby cywilizowana, ale pralnia pieniędzy i siedziba wielu najpaskudniejszych korporacji, w tym i farmaceutycznych. U siebie może i tolerują ziołowy folklor, ale wwalili masę kasy, aby mocno go ograniczyć w wielu innych krajach, na przykład i u nas ku chwale Unii Europejskiej i własnej kasy...
***
Jako, że obracam się w branży marketingowej stwierdzam, iż pokazywanie świeżych ziół w sklepie zielarskim to tzw. strzelanie sobie w stopę.
Ależ kto zabroniłby sprzedaży doniczki na przykład z żywą melisą? Pewnie część "ogrodnicza" musiałaby być odpowiednio oddzielona od części "medycznej" ze względów sanitarnych, ale...
Co więcej, możnaby wtedy dołożyć sprzedaż nasion, książek...
To wcale nie jest głupi pomysł...
Przecież każdy za parę złotych może kupić sobie książeczkę o ziołach i pójść na spacer w pobliskie krzaki, a jednak... Zawsze zbieracz może się spóźnić ze zbiorem, zapomnieć o zbiorze, może być paskudna pogoda, robaki, może po prostu nie mieć w pobliżu potrzebnej rośliny. Możliwe, że tak jak notoryczni piraci muzyczni kupują najwięcej legalnych płyt, tak samo zbieracze kupują najwięcej ziół w sklepach zielarskich.
Tak myślę...
Pozdrowienia :-)