To sposób myślenia jest.
Bardzo często objawom chorobowym, przykleja się etykietkę "A bo już jestem stary, wiec mnie strzyka" Często nawet sam człowiek sobie tego nie wmawia, ale o zgrozo lekarze : "To już tak jest z wiekiem" . Pewien mój znajomy mówi "No na coś trzeba umrzeć" Wiadomo, że ludzie umierają. Ale to mówi 50 latek. Dobrze się umieć pogodzić z upływem czasu, ale nie oznacza to braku dbania o zdrowie. Mamy co prawda wszechobecny kult młodości, ale dla mnie osobliwie, osoby żyjące już trochę lat na świecie, oprócz oczywistej sympatii ogólnoludzkiej, to źródło wiedzy, doświadczeń a czasem i mądrości I oby jak najdłużej w zdrowiu żyli.
Moja babcia żyła 100 lat bez dwóch dni. Prawie do końca aktywna, nigdy nie była u lekarza. Może żyłaby i dłużej jakby nie różne wydarzenia życiowe, które na pewno na to jej zdrowie dobrze nie wpłynęły.
Opiekowałam się 96 letnią babcią, kilka razy przy mnie prawie odpływała, nie było z nią kontaktu, po czym okazywało się że to brak wody w organizmie i odpowiednie nawodnienie wracało ją do życia.
Z moich kontaktów z osobami starszymi wynika też, że największym problemem są grzybice, braki witaminowe, nieleczone infekcje. Wszak świat mikrobów rzadko występuje w pojedynczych egzemplarzach, a człowieka kolonizuje zawsze jakiś swoistego rodzaju ekosystem. Nawet nie wiem czy to dobrze nazwałam. Lekarze zaś leczą z reguły jakąś pojedynczą infekcję, która przy współistniejących okolicznościach znów powraca, lub przyplątuje się coś inne.
Osoby starsze mogą być do długich lata sprawne, czerpać radość z życia i czuć się potrzebne wszystkim wokół. Propagowany kult młodości powoduje społeczne wykluczenie ludzi starszych, którzy zamiast się leczyć, aktywnie żyć, stosują unik "a tak będę sobie leżał". Czyli oprócz zdrowia fizycznego duże znaczenie ma psychika. A czasy wokół nie służą zdrowiu psychicznemu. Myślę także, że duże znaczenie ma etykietka przyklejana do wielu chorób jako nieuleczalnych. Wiadomość o jakimś problemie zdrowotnym, automatycznie uruchamia rezygnację w człowieku. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie ma poważnych chorób, które są zagrożeniem dla życia, ale że my po prostu nie umiemy lub nie wiemy jak sobie z nimi poradzić, co nie znaczy, że kiedyś to się nie zmieni.
Starość może być piękna. Co z tego, że ciało wizualnie się zmienia, ale zaczynają dochodzić do głosu inne wartości, dusza pięknieje. Co z tego że nie widać, jak więcej warte. Ludzie zaś ze swojej natury lubią błyskotki, a co w człowieku trudniej widać. "Najpiękniejsze jest niewidoczne dla oczu" .
Starość to sposób myślenia. Całe życie pracujemy na to, albo nie pracujemy. A może trzeba rozgraniczyć to - starość ciała i starość ducha. Jednak jedno i drugie ma na siebie wpływ. Temat rzeka.