Nie jestem osobą religijną. Jestem raczej sceptykiem lub agnostykiem. Nie wierzę ani w isnienie, a nie w nieistnienie sił wyższych, bo nie znalazłam dostatecznych dowodów ani za, ani przeciw. Jednak pewne zjawiska są bardzo ciekawe i dają pozytywne efekty przy odpowiednim ukierunkowaniu. Religie (większość) ukierunkowują ludzi o czynienia dobra. Wszelkie techniki właśnie temu mają służyć. Daje to ukojenie umysłowi (lub duszy, jak ktoś tak woli), co z kolei pozwala na wyzwolenie się od pewnych "przymusów" mentalnych, czy innych problemów natury psychologiczno-emocjonalnych.
Jak powstał według Ciebie ten cudowny świat wokół, który przejawia swoją doskonałość na miliony sposobów, również w Twoim ciele? Z niczego?

Otwierasz oczy po przebudzeniu i uświadamiasz sobie, że oddychasz. Nie czujesz wtedy swojej boskości? Nie musisz mi odpowiadać. Tak tylko pytam retorycznie.

Mnie bardziej frapuje kwestia, skąd wziął się Stwórca i jak pisałem wcześniej, nie mam na myśli żadnego z tych dziwnych bytów jak Jahwe, Allach, itd., które mienią się bogami, choć nimi nie są. Piszesz o religijności w odniesieniu do Boga, jakby religie miały monopol na głoszenie prawdy o nim, choć są sztucznie i celowo stworzonymi systemami przekonań do programowania ludzkości i utrzymywaniu jej w nieświadomości swojej siły, pochodzenia i boskości.
Jednak z jednym się nie zgodzę, podświadomość nie jest "jak dobry piesek, który wypełnia jak najlepiej polecenia swojego pana". Raczej jest jak oswojony wilk, który tylko czeka aż świadomość na chwilę odwróci wzrok, wtedy ujawnia się jego dzika natura.
Podświadomość nie ma dzikiej natury (co to w ogóle znaczy?) i sama w sobie nie ma też intencji, ponieważ nie jest logiczna, tylko automatyczna i nawykowa. Jest jak oprogramowanie na komputerze, wykonujące swoje zadanie. Człowiek całe życie w większości nieświadomie programuje swoją podświadomość (+ rodzina, społeczeństwo, kapłani, "autorytety", itp. piszą takie programy komputerowe). Paradoks polega na tym, że podświadomość nie ocenia, czy coś jest dobre, albo złe, tylko jak Tobie to służy, abyś był bezpieczny i najlepiej przeżył swoje życie. Jeżeli więc zostanie ona zaprogramowana błędnie (z punktu widzenia świadomości), to będzie powielać swoje działanie, choć będzie nam szkodzić, na przykład na widok pająka obleci Cię strach, a przecież nie powinien. Podświadomość została tak zaprogramowana z powodu jakiejś traumatycznej sytuacji z pająkiem i wytwarza w Tobie strach na jego widok, żebyś go unikał, bo masz złe z nim doświadczenia.
Cały sens tkwi zatem w pracy nad podświadomością. Przeprogramowywaniu jej i usuwaniu złych w ocenie świadomości programów. Ktoś siedzi w depresji w domu, bo tak czuje się bezpieczniej i choć racjonalna świadomość nakazuje mu wyjść, aby otworzyć się na nowe możliwości i czerpać radość z życia, które przyniesie przecież ukojenie, to podświadomość trzyma człowieka w domu (na wszelkie sposoby), bo taki wariant uważa za bezpieczny.
Kuneg, nie wiedziałem, że Edison stosował taką technikę.
To tłumaczy jego geniusz.
"Geniusz" Edisona wynikał w dużej mierze z geniuszu Tesli, od którego czerpał (kradł) pomysły.
Problem tak naprawdę nie tkwi w naszej świadomości, podświadomości, czy tez umiejętności nawiązania kontaktu z naszym Wyższym Ja, problemem jest to, że albo
- nie wiemy, czego chcemy, albo
- nie chcemy się na tym skoncentrować bo paraliżują nas różne - izmy, albo
- blokują nasze ŚWIADOME pragnienia wdrukowane w naszą podświadomość (nawet przez pokolenia) schematy reagowania.
Ludziom potrzebna jest wiedza na temat złożoności własnej jaźni, bo w ten sposób mogą pojąć mechanizm jej działania i odnaleźć metody pracy ze sobą. Najpierw człowiek musi nauczyć się chodzić, żeby móc się wywrócić i nauczyć wstawać.

Nie dajmy się!
I niech MOC nieustająco będzie z nami:)
Zdecydowanie za dużo "nie", dlatego proponuję: bądźmy silni, bo jest w nas Moc!
