Nie przebiłam się przez wszystkie strony, ale udzielę się w kilku poruszonych kwestiach dzieląc swoim zdaniem i posiadaną wiedzą, a co! Może zostanie mi wybaczone odkopanie go po tylu miesiącach...
Jeśli chodzi o medytację, medytacja medytacji nie równa. Przede wszystkim główne różnice istnieją już w samych założeniach. Przede wszystkim istnieją medytacje w których należy skupić się na czymś (myśl, cytat, słowo, oddech), takie, w których wchodzi się w siebie (starasz się rozbić powłoki i wejść do wnętrza), czasem wejść w coś (zjednoczyć z przedmiotem, bytem), albo odciąć od wszystkiego. To ostatnie wydaje mi się być niebezpiecznym zjawiskiem z racji tego, że w naturze nie istnieje "nic" i jak się pozbędzie czegoś, wciska się coś innego (jak po antybiotyku w jelitach po wybiciu bakterii). Zdaje się jednak być to dość popularne w filozofiach wschodnich.
Na naszych terenach medytacje również istnieją (np. medytacja chrześcijańska) i są spójne z całą naszą tradycją, dorobkiem, historią, a także kulturą. Naleciałości ze wschodu, czy zachodu mogą być jak przeszczep, czy transfuzja krwi. Jeśli np. grupy krwi nie są zgodne, pojawia się problem.
Zachłyśnięcie czymś nieznanym z dalekich miejsc jest niezdrowe. Ktoś tu pisał o tym, że krisznowe melodie działają uspokajająco w przeciwieństwie do zdrowasiek. Polecam jednak zagłębić się bardziej w tradycje i kulturalny dorobek katolicki i ogólnie ludowy by dowiedzieć się, że jeszcze 60lat temu muzyka wyglądała zupełnie inaczej. Podstawową muzyką kościelną był chorał, który był muzyką tworzoną zupełnie inaczej niż obecnie (niuanse i mniejsze różnice między dźwiękami, korzystanie ze złotej proporcji i innych relacji między dźwiękami). Muzyka ludowa była zaś o wiele bardziej archaiczna i również wrażliwsza na odległości między tonami, teksty także dotyczyły innych sfer życia niż obecnie. To odkrycie może być szokiem dla niektórych.

Ludzie kiedyś żyli wolniej. Obecnie z każdej strony mamy przesyt informacji. Radio, telewizja, komputer, bilbordy, hałas, stłoczone siedliska ludzkie... Zniknęła pewna jedność z naturą, świadomość zmiany pór roku, czy nawet dnia (sztuczne oświetlenie). Pracując na pełen etat w korporacji nie ma czasu na normalne życie. Nawet te dwa dni w tygodniu nie dają zbytniego odprężenia. Stres, szybkie życie, niezdrowe jedzenie, oderwanie od tradycji, rozluźnienie relacji międzyludzkich i już się sypie równowaga psychiczna i fizyczna! Wolne życie (w sensie tak zwane slow life) jakie dawniej mieli ludzie żyjący zgodnie z naturą było w pewnym sensie samo w sobie medytacją. Różne ludowe rytuały, zwyczaje, święta, to wszystko było po coś. Odrywając się od tradycji tracimy część człowieczeństwa, tracimy część samych siebie, tracimy swój wewnętrzny spokój. I tu jesteśmy z powrotem w temacie medytacji.
