Autor Wątek: Alkoholizm  (Przeczytany 11332 razy)

Offline Optimus

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 780
Odp: Alkoholizm
« Odpowiedź #15 dnia: Maj 17, 2017, 10:33:13 »
Tradycyjnym środkiem w Rosji na pijaczyny jest czernidlak - normalnie to grzyb jadalny, ale zmieszany z promilami gruntownie przetrzepie kiszki. Wtedy rodzina robi smętną minę i tłumaczy pijaczynie, że przecież wszyscy jedli to samo, tylko jemu wątroba już się rozpuściła zupełnie w alkoholu...
Boję się, że na prawdziwe pijaczyny to nie zadziała.

Czernidlak i Nifuroksazyd w połączeniu z alkoholem to nie zabawa.
Działają na tej samej zasadzie co "wszywka" i można się po nich przekręcić.
One wtedy nie "trzepią kiszek" tylko potęgują zatrucie alkoholem i niszczą wątrobę.
W przypadku "wszywki" pacjent jest świadomy ryzyka śmierci i dużą rolę odgrywa czynnik psychologiczny.
Bez tej świadomości pacjenta robi się niebezpiecznie.

Cytuj
Grzyb jadalny, ale także trujący. Jadalne są tylko młode okazy, zanim zaczną czernieć i rozpływać się. Trujący jest natomiast w połączeniu z alkoholem. Co najmniej na dwa dni przed i dwa dni po spożyciu tego grzyba nie należy spożywać alkoholu. W takim przypadku dochodzi do zatrucia organizmu zawartą w grzybie kopryną, która zablokuje proces rozkładu alkoholu doprowadzając tym samym do zatrucia aldehydem octowym. Pierwsze oznaki zatrucia pojawiają się już w czasie od kilka minut do 1 godz. w postaci zaczerwienienia twarzy i szyi, następnie chory zaczyna odczuwać ciepło i wzrasta tętno.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Czernid%C5%82ak_pospolity

Offline zielarz polski

  • Moderator
  • Dużo Pisze
  • ****
  • Wiadomości: 771
Odp: Alkoholizm
« Odpowiedź #16 dnia: Maj 17, 2017, 11:05:10 »
Co do "wszywek" - znam ludzi, którzy sami je wycieli i takich, którzy poszli na przysłowiowy żywioł.
Poza tym disulfiram (substancja czynna w "wszywce") sama w sobie jest dosyć toksyczna, ma całą masę przeciwwskazań (szczególnie choroby układu krążenia) i budzi spore kontrowersje ze względu na dość niską skuteczność.

Offline mysznikowski

  • Średnio Pisze
  • ***
  • Wiadomości: 230
Odp: Alkoholizm
« Odpowiedź #17 dnia: Maj 17, 2017, 11:43:13 »
Serdecznie wszystkim dziękuję za odzew, wiedzę, wsparcie, dobre słowo.

Teraz sama muszę przemyśleć jak "przestawić" rodziców, szczególnie mamę do podejścia " nie dotykać, niech opada na dno, aż się od niego odbije".

Znam osobiście przykład niepijącego obecnie alkoholika, który opadł na samo dno i przecknął się dopiero przy bankomacie, który odmówił wypłaty gotówki z powodu braku tejże.
Ale od początku. Mieszkał na peryferiach dużego miasta z rodzicami i rodzeństwem. Rodziny nigdy nie założył.  Jest znakomitym kierowcą zawodowym ciężarówek, lubi to. Problem zaczął się kiedy stracił pracę. Zaczął pić. Spanie i miskę jedzenia zapewniała mama. A na wódę miał kasę, bo Skarb Państwa wywłaszczył ich z domu i okolicznego pola za grubą kasę. Matka podzieliła pieniądze między dzieci. Nasz bohater otrzymał blisko 100 000 zł a było to kilkanaście lat temu. Pił i twierdził, że chce się zapić na śmierć. Został sam w ruinie rodzinnego domu, dopóki stała. Do dziś rodzeństwo nie utrzymuje z nim kontaktów. A bohater został przygarnięty przez mieszkającego w pobliżu kolesia od kieliszka. Najpierw przestał pic bohater, potem koleś od kieliszka. Dziś obaj nie piją, pracują i jakoś żyją. Żadna terapia nie była konieczna, żadnego wsparcia od rodziny nie mieli.
Jednak kolejnych 2 kolesi od kieliszka z paczki bohatera już nie żyje - co pokazuje, że nie każdy zdąży przed śmiercią osiągnąć dno od którego się odbije   :-[ i wypłynie na wody normalnego życia

Offline Basia

  • Płytki nurek
  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 10613
Odp: Alkoholizm
« Odpowiedź #18 dnia: Maj 17, 2017, 12:36:27 »
Cytuj
Grzyb jadalny, ale także trujący. Jadalne są tylko młode okazy, zanim zaczną czernieć i rozpływać się. Trujący jest natomiast w połączeniu z alkoholem. Co najmniej na dwa dni przed i dwa dni po spożyciu tego grzyba nie należy spożywać alkoholu. W takim przypadku dochodzi do zatrucia organizmu zawartą w grzybie kopryną, która zablokuje proces rozkładu alkoholu doprowadzając tym samym do zatrucia aldehydem octowym. Pierwsze oznaki zatrucia pojawiają się już w czasie od kilka minut do 1 godz. w postaci zaczerwienienia twarzy i szyi, następnie chory zaczyna odczuwać ciepło i wzrasta tętno.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Czernid%C5%82ak_pospolity


Zgadza się, tak to wygląda. Może to nie zabija, ale wyskoki kardiologiczne z tego powodu są opisywane w rosyjskich książkach

Alternatywa, to metody islamskie, jeśli rozum już się rozpuścił.

Pozdrowienia :-)

Offline Ondrasz

  • Więcej Pisze
  • ****
  • Wiadomości: 360
Odp: Alkoholizm
« Odpowiedź #19 dnia: Maj 17, 2017, 13:39:42 »
@Mysznikowski  On musi sam chcieć, łoppatą mu do do głowy nikt nie nakładzie ani dobrocią, bo co najwyżej wytworzą nie jakieś chore relacje, którym nie będzie końca - jeden biedny zapity, ktoś go ciągle ratuje, wszyscy czują sie ważni i potrzebni i tak w koło wojtek do porzygu aż się wszyscy razem przy nim powykańczają w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. To oczywiście uproszczenie. Dobrze dowiedziec coś się o współuzaleznieniach, mało kto zdaje sobie sprawę o istnieniu takich mechanizmów, o uzależnianiach to każdy słyszał. Warto, żeby miał coś "zamiast", innego bzika ale nie tak destrukcyjnego. Ludzie, których znam uciakają przed tym na rowerach, w maratonach, pracy społecznej, w samorządach lokalnych, są tez tacy co im Jezus pomaga. Klin wybijać klinem mawiają cieśle i niektórzy terapeuci, podobno jest coś takiego jak suma nałogów - wielkość stała, tak że dobrze jest się po prostu zatracić w czymś innym. Trzeźwi których znam to nie są łatwi ludzie - u niech nie ma, że coś potem, albo wcale, tacy zatraceni ;) Na dłuższą metę bywa różnie, np w ubiegłym roku pochowaliśmy sąsiada który przed wódą przez kilkanaście lat uciekał na rowerze, ale zaliczył jakiś mocniejszy wiraż życiowy i mu wróciło. Znaleźli go w domu zwiniętego w kłębek na podłodze - pompa nie wytrzymała.
Ciekawym fenomenem jest jeden z moich kumpli. Miał jakąś robotę, ale taką gdzie się piło. Po robocie z koleżeństwem pod sklepem i walili te muzgojeby po trzypińdziesiąt - normalne Wilkowyje. Pewnego dnia kuzyn prawie siłą wyciągnął go na narty i ten zobaczył "inny świat". Tak go to ujęło, że zmienił robotę, zostawił kolesi, ożenił się (po 40tce). Czasem się gdzieś spotkmy, na jakimś garden party - pije jak człowiek, nie odbija mu, nie wpada w ciągi, zupełnie nic z tych rzeczy. Oczywiście zaczął od AA, toksykologie mu robili dwa razy, bo nie wiedzieli czy sie laborantka machneła czy maszyna popsuła, bo wyniki miał przesuniete o kilka miejsc po przecinku. Ale widzisz, że on sam chciał, chociaż mogło też byż tak, że wcale się nie uzależnił, co z resztą było by równie niesamowite, ale chyba możliwe.

Offline mysznikowski

  • Średnio Pisze
  • ***
  • Wiadomości: 230
Odp: Alkoholizm
« Odpowiedź #20 dnia: Maj 17, 2017, 14:30:20 »
Ano niezbadane są wyroki Opatrzności/Losu - co kto woli.

Zapewne nie ma jednej przyczyny, jest zespół na zasadzie ziarnko do ziarnka zebrała się miarka. Tata delikwenta też ma pociąg do procentów. Ciągów wielodniowych nie zaliczał, ale jak w pracy sie trafiła atmosferka to były dni pod rząd, że chwiejnym krokiem wracał do domu. Alkoholikiem nie jest ale granica jest cienka. Mama nadopiekuńcza - to pewne. W początkach alkoholizmu osłaniała, jak mogła np dzwoniła do jego pracy do koleżanki żeby dostał urlop w poniedziałek bo nie nadawał się do roboty. Może gdyby jedno zaprzestało codziennego piwka dla kurażu a drugie nie usprawiedliwiało bumelki inaczej wyglądałby ich świat obecnie?
Może gdyby nie sprzedali budynku dewnianego po dziadku tylko dali mu tę posesję, przeflancowali w dorosłość, to zająłby się remontem, miałby cel w życiu, swoj kawałek świata ? Kto to wie ???

Offline kuneg

  • Mów mi Małgorzato :)
  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 1158
Odp: Alkoholizm
« Odpowiedź #21 dnia: Maj 17, 2017, 17:59:24 »
Ano kto to wie, co na kogo zadziała...

Miałam sąsiada - za ścianą mieszkali. Inteligentny, zaradny człowiek, rodzina na poziomie, żadnych awantur nie było, cicho i spokojnie. Gość się rozpił, jak mnie na świecie jeszcze nie było. Miał dwie córki starsze ode mnie o ok. 10 lat. Gość miał stałą pracę i w pracy był trzeźwy. Nikt nikogo nie maltretował, ale żona spała z torebką pod głową, a skromną biżuterię nosiła zawsze na sobie i przy sobie. Kożucha nie upilnowała i jeszcze parę cennych drobiazgów z domu jej zniknęło, zanim się rozwiedli, i mogła zamknąć jeden pokój na klucz. W nocy też drzwi zamykała na klucz. W zasadzie to był dobry i miły człowiek. Jak się przeziębił, to zapalenie gardła wódą leczył. Zmarł na raka krtani ok. 30 lat temu w wieku ok. 50 lat. Moja mama robiła mu jeszcze zastrzyki z przeciwbólowe, bo sąsiadka nie potrafiła...

Drugi sąsiad. Zawsze ogolony, wypachniony, wyprasowany i pod krawatem. Zawsze uśmiechnięty, uprzejmy i elegancki. Nawet go lubiłam. Odkąd pamiętam, zawsze był sam. Czasem córka go odwiedzała i pomagała mu w porządkach generalnych. Jakoś go to nie ocuciło, ale dożył w miarę podeszłego wieku, bo po 70-tce mu się zeszło.

Inny wujek. Zarobił kupę kasy na kontrakcie zagranicznym w czasach PRL-u. Pił głównie z braćmi swoimi. Żona zorganizowała wyprowadzkę do innego miasta, bo szybciej mieszkanie mogli dostać, a resztę forsy ulokowała na wkładzie do spółdzielni mieszkaniowej. Nic to nie pomogło. Kilkanaście lat później znaleźli go na ogródkach - wylew w stanie nietrzeźwym. Chłop miał 47 lat tylko.

Rodzice mojej kumpeli. Ojciec pił, matka zaczęła pić razem z nim. Nie kłócili się - byli bardzo zgodnym małżeństwem, zawsze mili i uśmiechnięci, a do sklepu, czy na spacer z psem chodzili za rękę - słodki obrazek. Dzieci (inteligentne i pogodne) po części wychowała ulica i sąsiedzi. Ojcu zeszło się na marskość wątroby po 50-tce. Matka nadal pije. Syn też zaczął. Kumpela jakoś się trzyma.

Oj, napatrzyłam się nieco... Alkoholizm był i jest tak powszechny, że aż nie do uwierzenie. Nie ma domku bez wyłomku, ale to widać dopiero, jak się zajrzy do środka.

Prawda to, że dla każdego dno znajduje się na innym poziomie. Niektórzy nie dosięgają dna. Ważne, żeby nie dać się pociągnąć na dno przez pijącego, nie dać się wciągnąć w zamknięte kółko obwiniania i usprawiedliwień wzajemnych. Nie dać się wciągnąć mentalnie w nałóg.
Nigdy wcześniej wiedza nie była tak łatwo dostępna i tylko od nas zależy, czy z niej skorzystamy.

Offline Ondrasz

  • Więcej Pisze
  • ****
  • Wiadomości: 360
Odp: Alkoholizm
« Odpowiedź #22 dnia: Maj 17, 2017, 18:06:47 »
@Mysznikowski - Co by było gdyby... to teraz nie ma zupełnie żadnego znaczenia. Do przodu trzeba patrzeć. Spotkałem kiedyś jednego koleżkę, fajny, miły gostek, polubiłabyś go. Na przepustce akurat był, a siedział bo zabił własnego ojca. Stary to kawał gnoja ponoć był, chlał ja bydle, wszystkich po kątach rozstawiał, regularnie tłukł czym miał pod ręką - rządził. Młody kiedyś nie wytrzymał, wziął siekierę, wlazł po cichu przez okno jak ten napruty z flaszką przy stole siedział, piznał w łeb, poprawił i zły sen się skończył. Teraz pomyśl sobie do jakiej ostateczności ktoś taki może swoich najbliższych doprowadzić i jak masz jakiś wpływ na jego rodziców, to spróbuj namówić ich na spotkanie ze specjalistą. Jak się do tego inaczej ustawią, to może młody coś wyczuje i spróbuje w bardziej sensowny sposób zwrócić uwagę całego świata na swoje problemy. Póki co odgrywają tylko jakieś, pożal się boże, dramatyczne role i hepiendu raczej nikt tam nie uwidzi.

Offline Moc jest w Tobie!

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 1614
Odp: Alkoholizm
« Odpowiedź #23 dnia: Maj 17, 2017, 19:13:20 »
A osoby mu bliskie muszą mieć świadomość, że alkoholikiem jest się już do końca życia. Co najwyżej można być dumnym, że jest się "alkoholikiem niepijącym".

To jest powszechne i całkowicie błędne przekonanie oraz... bardzo szkodliwe, ponieważ instaluje ludziom fałszywy program niemocy i bezsilności. Zacytuję, co napisałem kiedyś w dyskusji z Optimusem:

Zaskoczyłeś mnie. Jesteś AA?

Nie jestem anonimowym, ani nieanonimowym alkoholikiem, ponieważ nie jestem już alkoholikiem. Uzdrowiłem się całkowicie.
Czyli nie każdy były alkoholik jest "niepijącym alkoholikiem"?
Dawniej określenie "niepijący alkoholik" wydawało mi się głupie; sądziłem, że można je porównywać do określenia "morderca", bo wystarczy zabić raz żeby na zawsze zostać mordercą.
Ale właśnie teraz zrozumiałem
Niepijący alkoholik gdy napije się odrobinę to wpada w ciąg, a były alkoholik może pić kiedy tylko zechce i nie ma problemów z zaprzestaniem czyli np. postanowienie: jedno piwko raz na tydzień.
Dobrze wnioskuję?

Nie istnieje choroba alkoholowa, więc nie można na nią zachorować, ani się z niej wyleczyć. Można natomiast uzdrowić przyczynę, która powodowała, że sięgało się po alkohol. Kiedy tak się stanie, alkohol (lub inna, uzależniająca substancja) przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. I tutaj mógłbym skończyć, ale...

...dodam, że tzw. AA posiada potężnego egregora, który więzi ludzi w przekonaniach o ich rzekomej słabości, powodując, że boją się opuścić grupę, uwolnić swoją Moc i uzdrowić do końca. Wytrzeźwienie, spotkania AA i terapia to tylko etapy do wolności (ja akurat uzdrowiłem się samodzielnie). Wyjście z nałogu jest bardzo proste (nałóg ma nieskomplikowane mechanizmy), co nie znaczy, że jest łatwe. Alkohol to tylko niewinny płyn, po który sięga uzależniony, ale tylko on sam decyduje, kto ma władzę...

Większość tzw. alkoholików jest uzależnionych od AA, ponieważ strach przed samodzielnością i silna więź z egregorem, uniemożliwia im zrobienie kolejnego kroku do całkowitego wyzdrowienia.

Należy zauważyć, wyprzedzając ewentualne opinie, że skoro alkoholik całkowicie się uzdrowił, to może dalej pić, że alkohol nie jest dla ludzi, bo to trucizna i nie ma na niego bohaterów. Można pić raz na dzień, tydzień, czy miesiąc, ale to tylko inny stopień uzależnienia. Osoba prawdziwie wolna nie musi po nic sięgać. Jest jej dobrze tak, jak jest.

Wszelkie przymusy, obsesje i wiele tzw. chorób wynika z niskiej samooceny, spowodowanej... brakiem miłości. Każdy nałóg to rekompensowanie sobie tego braku. Dostrzec to można jedynie na bardzo głębokim poziomie, analizując konkretny przypadek, ale o tym być może kiedy indziej.

PS. Piszę trochę chaotycznie, bo nie mam zbyt dużo czasu, a chciałem zawrzeć najważniejsze obserwacje...

Offline mysznikowski

  • Średnio Pisze
  • ***
  • Wiadomości: 230
Odp: Alkoholizm
« Odpowiedź #24 dnia: Maj 18, 2017, 10:59:25 »
Moc Jest w Tobie - pobają mi się Twoje poglądy.

Ja prezentuje pogląd, że choroba to coś co dopada człowieka nie z jego wyboru, np moja córka w wieku 9 lat zachorowała na cukrzycę. Natomiast alkoholizm i inne tego typu to zwyczajne rozwydrzenie moralne i rozpusta społeczna a określenie choroba w tym wypadku to nadużycie. Jak porównać dziecko zapadające na cukrzycę z pijusem ?!
Moje widzenie uzależnień nie jest zgodne powszechnym spojrzeniem i nie jestem skłonna do zmiany poglądów w tej materii.
 Widzisz, w rodzinie Delikwenta jest taka sytuacja. Po śmierci najstarszej córki pozostali trzej synowie. Najstarszy od dziecka był tzw "złotym dzieckiem" wszystko mu dobrze szło, nauka w szkole, gra na instrumencie,  był grzeczny, nie sprawiał problemów wychowawczych, stawiany za przykład i wzór. Obecnie (po 40 - tce) jest cenionym lekarzem - specem wysokiej klasy, pławiącym się w dostatku (ogromny dom, dacza wypoczynkowa, luksusowe auto, wakacje, wypady weekendowe i nie wiem co jeszcze). Wszystko to osiągnął sam bo nie miał mu kto pomóc - jak brakowało mu kasy na studiach to wziął dziekanke i ruszył do Stanów zarobić.
Zmierzam do tego, że ów lekarz miał i ma przemożny wpływ na rodzinę w której wyrósł ( teraz ma swoją) - tam jego słowo jest świętością, wszyscy słuchają z otwartymi ustami. Młodszy brat założył rodzinę i skromnie żyje a najmłodszy brat nie chce zaprzestać pić. Być może pozostali braci ucierpieli psychiczne mając na rodzinnym firmamencie taką gwiazdę.
Nawet ja sama - jak jestem u nich - to mam przesyt określeń doktor powiedział to lub tamto albo zrobił to i owo ( najczęstszej kupił coś). Większość tematów i tak zahaczy o doktora. Szczególnie mama - ona zawsze opowie coś o doktorze - z dumą.

Offline Moc jest w Tobie!

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 1614
Odp: Alkoholizm
« Odpowiedź #25 dnia: Maj 21, 2017, 19:31:29 »
Natomiast alkoholizm i inne tego typu to zwyczajne rozwydrzenie moralne i rozpusta społeczna a określenie choroba w tym wypadku to nadużycie. Jak porównać dziecko zapadające na cukrzycę z pijusem ?!

Stereotypowa i szkodliwa opinia. Z lekceważeniem oceniasz drugiego człowieka i generalizujesz kwestię wpadania w alkoholizm. Widzisz skutek (degenerację osoby), nie zauważając przyczyny (nieszczęśliwy człowiek). Wszyscy uzależnieni ludzie bardzo cierpią i niejednokrotnie chcą zmienić swoje życie, ale nie potrafią odnaleźć w sobie wystarczającej Mocy i to pogłębia ich problem, więc potrzebują coraz większej dawki na tłumienie nieszczęścia i uzależniają się jeszcze bardziej. Z pozoru wyglądają na nieodpowiedzialnych i niewrażliwych, ale są przecież nieświadomi swoich czynów. To oczywiście nie usprawiedliwia ich szkodliwego wpływu na rzeczywistość, ale pokazuje, w jakim więzieniu tkwią mentalnie i fizycznie. Zanim wystawisz komuś ocenę, spróbuj zrozumieć, czym się kieruje podejmując złe decyzje. Wczuj się w jego życie...

Alkohol chwilowo rozpuszcza smutek, pociesza, dodaje odwagi i tworzy iluzję wielu, pożądanych stanów, czyli łagodzi ból psychiczny, czyniąc życie łatwiejszym (przyjemniejszym). Sięganie po niego wynika z niemocy, a każda niemoc wynika z kolei z niskiej samooceny, a ta najpewniej z braku miłości. To jest proste jak konstrukcja cepa. Zatem, uzdrawiając się na poziomie samooceny, usuwamy z naszego życia przyczynę uzależnienia. Używka może przestać dla nas istnieć. Nie potrzebujemy jej. Jeżeli jednak ktoś da sobie zainstalować program pod tytułem "Alkohol to Twój wróg", to będzie z nim walczyć do końca wcielenia, a może i w kolejnym, jeżeli nie zrozumie, dlaczego po niego sięgał.

W odróżnieniu od Ciebie tzw. choroby i w zasadzie wszystko, co dzieje się w życiu traktuję, jako wypadkową moich myśli, słów, czynów i karmy (mojej i całego rodu), czyli biorę pełną odpowiedzialność za swój los, będąc jego, przysłowiowym kowalem. Niezmiennie polecam lekturę książki "Choroba Twoim przyjacielem" (są też inne pozycje o takiej tematyce), będącej mądrym wyjaśnieniem przyczyn tego, co dzieje się w naszym życiu, kiedy nieszczęścia przypisujemy odruchowo pechowi, opatrzności, okrutnemu bogu, czy innej, zewnętrznej przyczynie, choć wszystko wypływa z naszego wnętrza, jako manifestacja lekcji do przerobienia. Każda z tych lekcji jest uzdrawiająca, bo takie ma zadanie i odrobienie pracy domowej, czyni duszę pełniejszą (dojrzalszą, bliższą oświeceniu, czyli celowi inkarnacji na Ziemi). Gdybym nie był kiedyś alkoholikiem, nie zrozumiałbym kim jestem. To było najlepsze, co mogło mnie spotkać w danej części życia, ponieważ było mi to potrzebne do rozwoju. Wszyscy jesteśmy sumą naszych doświadczeń, szczególnie tych bolesnych, bo one przyspieszają poszerzanie świadomości i zwiększanie empatii do całego Istnienia. Napiszę przewrotnie: dziękujmy za wszystkich wrażliwych ludzi, którym chce się doświadczać cierpienia, bo to oni uzdrawiają tę planetę i są przykładem dla budzących się z Matriksowego snu.  ;)

PS. Dla Twojego znajomego alkoholizm jest także leczniczą przygodą, tylko jeszcze o tym nie wie. Musi jednak spotkać się ze swoją ciemną stroną, żeby zrozumieć czym jest jasna. Z tego powodu należy poczekać, aż się odwróci we właściwym kierunku i przejrzy na oczy. Sam.

Powodów cukrzycy u dzieci jest wiele, ale na pewno nie są one przypadkowe. Często wina leży po stronie rodziców, czy to przed poczęciem, czy już po. Winne są też: szczepionki, leki, wszechobecna chemia, no i oczywiście... dieta. Cukrzyca nie leży na ulicy, więc do buta się niechcący nie przyczepi.  :-\

Offline kuneg

  • Mów mi Małgorzato :)
  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 1158
Odp: Alkoholizm
« Odpowiedź #26 dnia: Maj 21, 2017, 21:07:10 »
Moc - piszesz tak plastycznie, że chyba każdy załapie o co chodzi. Mądrego to warto posłuchać. Masz rację, że alkoholik jest nieszczęśliwy, a alkohol jest środkiem ucieczki od własnej słabości. Jak każdy inny nałóg.

Każdy, kto czuje się unieszczęśliwiony przez jakiegoś nałogowca (rodzina, czy przyjaciele) powinien uświadomić sobie, że mają do czynienia z taką osobą po kilka, czy kilkanaście godzin, a nałogowiec jest sam ze sobą 24 godziny na dobę i nie ma ucieczki - nie może wyjść i zamknąć drzwi za sobą, czy wyprowadzić się. Nie móc uciec od lęków i słabości, czy nie umieć znaleźć rozwiązania, to jest nieszczęście - nieszczęście, które tkwi wewnątrz. Jak rodzina i przyjaciele to sobie uświadomią, to spojrzą inaczej na problem. Kolejnym etapem powinno być przejęcie odpowiedzialności za własne życie przez członków rodziny, aby przerwać ten niezdrowy układ współuzależnienia i nie dać się pociągnąć na dno, bo to nikomu i w niczym nie pomoże.

Przejęcie odpowiedzialności to właśnie ta wewnętrzna siła, o której pisze Moc. Moc skupia się na alkoholiku. Ja piszę o członkach rodziny. Często jest tak, że dla nienadużywającej rodziny nałóg jednego z członków jest taką samą wymówką, jak alkohol dla alkoholika. Po to właśnie konieczna jest terapia dla całej rodziny. Oni też muszą najpierw dopuścić do swojej świadomości pewne fakty. Mechanizm jest w zasadzie taki sam.

Przypowiastka:
Było dwóch braci. Mieli ojca alkoholika. Jeden ciężko pracował, uczył się, założył rodzinę, osiągał sukcesy, alkoholu nie tykał. Drugi z braci był całkowitym przeciwieństwem pierwszego - poszedł ścieżką ojca.
Gdy zadano pytanie każdemu z nich o to, dlaczego takie życie wybrali, obaj dali taką samą odpowiedź: "Miałem ojca alkoholika. Nie mogło być inaczej".
Każdy z nich rozumiał to jednak zupełnie inaczej.
Nigdy wcześniej wiedza nie była tak łatwo dostępna i tylko od nas zależy, czy z niej skorzystamy.

Offline Optimus

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 780
Odp: Alkoholizm
« Odpowiedź #27 dnia: Maj 21, 2017, 22:03:11 »
Mysznikowski, podpowiedz rodzicom tego chłopaka aby nie wspominali w ogóle przy nim o synu-lekarzu.
To jest chyba kompleks młodszego, gorszego brata.
Znam taki przypadek, ale on ma kilka nałogów jednocześnie i jest po próbach samobójczych, a jego rodzice są tak nadopiekuńczy, że można tylko pozazdrościć, nie spotkałem chyba życzliwszych ludzi.
Chyba istnieje taka zasada, że jeśli ktoś nie ma żadnych problemów to sam je sobie musi stworzyć, czasem wyolbrzymiając coś co nie jest problemem, bo czy sukces brata to coś złego?

Powodów cukrzycy u dzieci jest wiele, ale na pewno nie są one przypadkowe. Często wina leży po stronie rodziców, czy to przed poczęciem, czy już po. Winne są też: szczepionki, leki, wszechobecna chemia, no i oczywiście... dieta. Cukrzyca nie leży na ulicy, więc do buta się niechcący nie przyczepi.  :-\

Święta prawda.
Nawet jest udowodnione naukowo, że sklepowe wędliny powodują cukrzycę.
Ja mam wrażliwy zmysł smaku i od około 10 lat nie przechodzi mi to przez gardło.
Zastanawiam się jak ludzie za własne pieniądze mogą się tak truć.

--------
Widziałem kiedyś pewne ciekawe badanie na szczurach.
Najpierw podawano szczurom słodzoną wodę i bardzo im smakowała.
Następnie przed podaniem słodkiej wody naukowcy wstrzykiwali szczurom środek wywołujący wymioty i dopiero po tym słodzoną wodę.
W ten sposób naukowcy sprawili, że mózg szczurów powiązał coś smacznego z czymś szkodliwym.
Szczury nie potrafią wymiotować, a gdy się czymś zatrują to bardzo się męczą i uwidaczniają to otwieraniem pyska i ciężkim oddychaniem.

Później po podaniu samej słodzonej wody szczury wyraźnie się męczyły ponieważ mózg narzucił organizmowi taki odruch chroniący przed ponownym zatruciem.

I tak sobie myślę, gdyby istniał nieszkodliwy, bezsmakowy lek wywołujący wymioty, który nie wchodziłby w interakcje z alkoholem i dosypywać go po kryjomu do różnego rodzaju trunków to szybko można by zniechęcić alkoholików do nałogu.
Nawet nie mogli by patrzeć na napoje alkoholowe :)

Offline kuneg

  • Mów mi Małgorzato :)
  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 1158
Odp: Alkoholizm
« Odpowiedź #28 dnia: Maj 21, 2017, 23:37:52 »
Odnośnie wędlin - wystarczy przeczytać skład, są tam często wyszczególnione cukry. Różne dekstryny przykładowo, to też cukry - takie ostatnio znalazłam w Podwawelskiej. Jest tyle nazw na różne cukry, że chyba trzeba by być chemikiem, żeby je wszystkie ogarnąć.

Odnośnie dosypywania czegoś do napitków alkoholikowi - to nie zadziała. Przecież zazwyczaj nie upaja się w jednym miejscu i jednym gronie. Jak wyczai, że coś jest nie tak w jednym miejscu, to zmieni zwyczaje, w końcu to Homo sapiens. Trzeba by być jasnowidzem, żeby wiedzieć gdzie, kiedy i co będzie pił. Jak nie zechce przestać, to nie przestanie. Przestanie, jak znajdzie siłę wewnętrzną.
Nigdy wcześniej wiedza nie była tak łatwo dostępna i tylko od nas zależy, czy z niej skorzystamy.

Offline Optimus

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 780
Odp: Alkoholizm
« Odpowiedź #29 dnia: Maj 21, 2017, 23:46:28 »
Ale już jednorazowe "zatrucie" powinno wywołać niechęć do danego rodzaju trunków.
Sądzę tylko, że umysł delikwenta powinien być w takim stanie świadomości żeby był zdolny efektywnie rejestrować i zapamiętywać aby później wyciągnął wnioski.