Autor Wątek: Po usunięciu paskudnego zęba  (Przeczytany 1307 razy)

Offline Basia

  • Płytki nurek
  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 10614
Po usunięciu paskudnego zęba
« dnia: Maj 09, 2017, 10:32:49 »
Może się komuś przyda:
2 dni przed wyjazdem na kajaki został usunięty ząb, pod którym się kisiło. Ząb siedział mocno, korzenie rozrośnięte, w skrócie, krwawa robota.
Płukanki z Septosanu pewnie były użyteczne, ale przełom nastąpił, jak kazałam narwać świeżych liści czeremchy, je pogryźć i trzymać w ustach tam, gdzie był ząb. Dość szybko pomogło - ból zaczął się systematycznie zmniejszać.

Pozdrowienia :-)


Offline Ondrasz

  • Więcej Pisze
  • ****
  • Wiadomości: 360
Odp: Po usunięciu paskudnego zęba
« Odpowiedź #1 dnia: Maj 09, 2017, 11:46:36 »
Podłącze się :) Co prawda nie o zębach i już wspominałem, ale w zupełnie innym miejscu - dużo mniej eksponowanym.

Jak to na sterydzie - infekcje szaleją. Póki nie bawiłem się ziołami to za każdym razem zatoki i gardło , sorki... normalnie zasyfione i korzuch na języku. O ile z gardłem i zatokami sobie teraz radzą panowie wrotycz i spółka, chociaż walka jest nierówna, to język coś nie odpuszczał. Olejki dały duzą poprawe, ale nie do konca bo jakiś taki aż poraniony był, szczypał i zwyczajnie krwawił. Przełom nastąpił kiedy drapałem gałązki i z nudów żułem pączki. Zupełnie nieświadomie, bez jakiejkolwiek intencji, ot smak mi podszedł. Niemal z dnia na dzień się wygoiło. Teraz jak gdzieś się włóczę, to co chwilę liść do dzioba i żuję. Polecam.

Siostra ma jakąś tam wydumaną kandydozę - biały język, zapaszek... nie wnikam co to, bo sie nie znam. Wymyśliła sobie, że będzie gniotła liście w moździerzu i okładała jęzor. I twierdzi, że teraz ma lepiej.

Niech będzie w jednym miejscu, może komuś się przyda :)

https://www.youtube.com/watch?v=v4emayyuXkI