Na owocach nie robiłam wyciągów. Suszę owoce i podjadam jak rodzynki.
Jeśli chodzi o wyciągi, to robię dla siebie na gorącym winie wytrawnym w proporcjach 1:1-2 (mniej-więcej). Podlewam odrobiną spirytusu, aby te 15-16 % alkoholu w preparacie wyszło - tylko tyle, aby się nie zepsuło. Wcinam razem z fusami wyłącznie z rana po 1 łyżeczce od herbaty - wychodzi mniej więcej tak, że zażywam ok. połowy dawki dobowej zalecanej w podlinkowanym wyżej artykule (samego cytryńca, a nie ekstrahentu), ale za to długotrwale. W lecie wcinam świeże liście - ok. 3 szt. na raz. Alkohol u mnie robi jedynie za konserwant, choć przyznaję, że preparaty na alkoholu wykazują ciut lepsze działanie, niż świeże liście.
Cytryniec działa na mnie lepiej niż kawa, działa dłużej niż kawa, poprawia nieco nastrój i wcale nie padam na pysk wieczorem. Stosuję w dni robocze, a w weekendy sobie odpuszczam. Jestem wieczorem zmęczona, ale tak zwyczajnie. Jak się dba o normalną ilość snu, to zmęczenie się nie kumuluje. Cytryniec nie zastępuje odpoczynku koniecznego do regeneracji, więc zwykła higiena w tym temacie musi być zachowana. Cytryniec za to pozwala działać szybciej, sprawniej i efektywniej. Przy pracy umysłowej, to jest genialny wynalacek jak dla mnie

Ja stosuję cytryniec dotąd, dopóki mi się nie skończy litrowy słoik - głównie w sezonie jesienno-zimowym. Dopiero potem robię dłuższą przerwę, bo zazwyczaj nie mam zapasu
