Wiem, wiem... ale u crohnowca to nie takie proste. Jak bym trzy litry wody przez dzien wypił, to by mi sie ta woda ciurkiem z tyłu lała przy wzglednie drożnych flakach, bo przy mniej drożnych to jeszcze inaczej, gorzej. W jednym i drugim razie skutkiem jest gęsty żółty mocz - niedobrze

Najlepiej było by sie wyleczyć z crohna

"Woda niskomineralna" to też takie uogólnienie nie na miejscu, tu służby medyczne mogły by sie bardziej postarać, bo jakby miała cos z magnezu, to dlaczego by nie. I taka ciekawostka - 20 lat mieszkałem w okolicy, gdzie była woda ze studni głebinowych, mocno uwapniona. Czajnik co jakis czas przeba było młotkiem obtłukiwać, bo kamień na 2cm grubo się zbierał. Ale w tamtych czasam mi sie w zasadzie nic nie działo z nerkami, chociaz w usg pojawiały sie obrazy złogów. Problemy zaczeły sie po przeprowadzce do miejsaca gdzie uzdatniano wodę z rzeki - zero osadów w czajniku, czyli cos jakby przeczyło tej tezie o wapniu. Przy czym ja wcale nie wiem, czy z takich obserwacji można w ogóle wyciągać jakiekolwiek wnioski bo tak na prawdę wcale dokłanie nie wiem co mi sie w tych nerkach dzieje. Te złogi czasem wyskakują sam nie wiem kiedy a czasem to regularne porody. Bóle w pewnej fazie porodu sa bardzo podobne do tych jelitowych, tak że ja sam zupełnie nie wiem co i kiedy mi sie tam zadziewa. C'est la vie
Jak tak myśle, że tamatem nerkowym na razie nie mam sie za bardzo co zajmować. Może się zdarzyć, że jak w miarę uda mie się wygasić zapalenie kiszek to reszta może jakoś dojdzie do siebie, kamienie szczawianowe to w końcu typowa przypadłośc crohnowców, jedna z pochodnych schorzenia. A jak nie, to przygotowanie teoretyczne mam

i coś podziałam. Póki co, od kiedy sie bawię ziółkami, dzieją się dziwne rzeczy - podleczyłem sobie całkiem powaznie zatoki, żółć mi jakoś raźniej krąży co widzę po kolorze ekskrementów i daje do myślenie to, że w miesiąć na sterydzie przytyłem 4-5kg (tego jeszcze nie grali!), zniknał mi naczyniak na wątrobie (po jednym usg to na razie "chyba zniknął") i mam wrażenie, że jakieś infekcje (steryd!) to dla mnie no problem - do tej pory na sterydzie to żaba na języku, gardło na biało czerwono a z zatok to dosłownie lało się, jakaś żólta ciecz, jak się pochylić. Wszystko jest inaczej - lepiej. Pożyjemy, zobaczymy. Jest też taka zasada, którą warto sobie wbić do głowy - żeby nie robić za dużo na raz, bo wtedy nie wiedomo co pomogło a co zaszkodziło.
pomocy wykwalifikowanego zielarza...
Jeszcze coś, bo sobie później już przyponiałem. Byłem raz u zielarza jak mnie doktory postraszyły lancetem. Mówie, że pęcherzyk żłółciowy jakis podejrzany jest bo zagięty, błoto w nim zalega, pobolewa a czasem nawet dosyc mocno... tylko to cos takie musi być żeby nie zaszkodziło, i tu nazwąłem problem po imieniu i wyjaśniłem z grubsza jego istotę. Dał mi pudełko czegoś gotowego, przychodzę do domu, wyciągam ultokę, a tu jak byk stoi napisane żeby nie stosowac przy stanach zapalnych jelit. Tak, że nigdy więcej. Forum i blog Doktora to kopalnia wiedzy a najlepsi zielarze i fitoterapeuci są tutaj. Szacunek i respekt !