".... Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że lekarze warszawskiego szpitala podjęli decyzję o odłączeniu od aparatury podtrzymującej oddychanie 11-miesięcznego chłopczyka skazując go w ten sposób na śmierć. Zdaniem lekarzy chłopczyk był nieuleczalnie chory. Na odłączenie dziecka od respiratora nie zgadzali się jego rodzice, a co istotne znaleźli ośrodki podejmujące się dalszej terapii. W Polsce powtórzyła się zatem historia małego Evansa skazanego na śmierć przez lekarzy, którzy dopilnowali wykonania wyroku śmierci wbrew woli i błaganiom rodziców, pomimo protestów ludzi dobrej woli z całego świata i pomimo perspektyw oddania go pod opiekę do innego ośrodka.
Trudno wymyślić coś bardziej okrutnego i bezsensownego.
Wyobraźmy sobie, że właściciel ciężko chorego psa słyszy opinię weterynarza, że psa trzeba uśpić. Nie godzi się z tym werdyktem i postanawia psa leczyć w innej lecznicy ale weterynarz nie wydaje psa gdyż chce dopilnować, żeby został on uśmiercony. Albo co gorsza decyduje się skazać go na śmierć z głodu i pragnienia jak skazano nieszczęsną Terry Schiavo, która umierała w ten sposób dwa tygodnie. Łatwo przewidzieć jaką awanturę zrobiliby ( i słusznie) obrońcy zwierząt. To właściciel decyduje czy chce męczyć psa uporczywą terapią, a często okazuje się przecież, że to właściciel a nie lekarz miał rację w kwestii perspektyw leczenia.
Paradoksem jest, że rodzice muszą podpisywać zgodę na leczenie dziecka, na podanie transfuzji, wycięcie migdałków czy resekcję zęba, a nie mieli prawa głosu w kwestii jego uśmiercenia..........
Nie dopuszczono ich w ogóle do dwuosobowej czy trzyosobowej komisji wydającej wyrok śmierci i
nie pozwolono zabrać dziecka do innej placówki. Jak twierdzą rodzice chłopczyk rozchorował się po przyjęciu szczepionki przeciwko pneumokokom. To kolejny paradoks współczesnego pojmowania wolności człowieka..........
http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=25703&Itemid=119