Wiele pisze się i mówi o korzeniu kozłka... Teraz zima, temat trochę na wyrost, ale może kogoś zainspiruje.
Może warto nasuszyć sobie ziela i jak się ma zawirowania nerwowe raz na jakiś czas lub z większą częstotliwością, to dodawać sobie codziennie tego suszu to jakiegoś ulubionego jedzenia. Korzeń trudniej pozyskać samemu - wyrywać całe roślinki, czyścić te chude włochate nitki.
Może systematycznie podżerane ziele też wspomoże. Jak nie w tym to w innym temacie - zawsze to coś z błonnika, coś z witamin (?), mikroelementów.
Zauważam to u siebie w systematycznym podżeraniu innych ziół, nawet bez parzenia, tylko codziennie susz do gotowej zupy chlup, do płatków (owsianych) siup, do sałaki myk, na kanapkę cyk.
Po prostu ziołowy świat, ziołowo mi.