Witam wszystkich!
Od ponad roku śledzę to forum i jak to zwykle bywa, sama mam problem natury medycznej, z którym chciałam się zwrócić to bardziej doświadczonych osób. Spróbuję wypisać swoje dolegliwości. (Mam 25 lat).
a) Od paru lat dręczy mnie potworne uczucie zimna, z każdym rokiem jest coraz gorzej, jedynie w dni upalne czuję się b. dobrze. Dodam, iż mam zdiagnozowany objaw Raynauda, czyli dłonie są lodowate cały czas. Przez to m.in. nie mogę robić tego, co bym chciała, bo z wewnętrznego zimna, które przenika mnie na wskroś, cała się w sobie kurczę, co powoduje bóle mięśni, zwłaszcza grzbietu i ud. Od reumatologa miałam na to 2 leki, ale nic a nic nie pomogły. Dodatkowo zeszłej zimy na wierzchu dłoni miałam pokrzywkę po kontakcie z b. ciepłą wodą, na stawach paliczków skóra pękała i krwawiła. Przez 3 msc smarowałam dłonie na noc grubą warstwą: krem dla dzieci + olej kokosowy + maść ochronna z wit. A + maść tranowa, na to oczywiście rękawiczki. Efektów prawie zero. Skóra dłoni niemal do maja była cały czas szorstka. Nadmienię, że pracuję w miejscu, gdzie jest bardzo zimno.
b) Od blisko 15 lat mam problemy z kolanami. Bolą mnie na okrągło i w różny sposób, tzn. czasem z boku, to pod rzepką, pod kolanem, czasem ból promieniuje do kostek, bywa kłujący. Lewe czasami boli bardziej od prawego, czasami odwrotnie. Po dłuższym siedzeniu w bezruchu (0,5godz/godz.) mam sztywność stawów kolanowych i nie mogę z łatwością wstać. Im zimniej, tym dokuczają mi one bardziej. W tym sezonie zaczęły dodatkowo boleć mnie stawy łokciowe, właściwie bolą mnie ręce od łokci w dół, jakbym nie wiem ile się nadźwigała. I jeszcze te kolana, teraz wieczorem są czerwone i tak jakby palą od środka. Wiosną zaczęłam pić mieszankę ziołową skrzyp + pokrzywa (świeże zioła, równe ilości, dosyć mocny odwar sporządzałam), a po 2,5 tyg. wypijania ok. 1 l tej mieszanki dziennie, wystąpiły ogromne bóle kolan, jakich jeszcze nie doświadczyłam, skutki są do dziś odczuwalne. Napój odstawiłam. Może inne zioła moczopędne byłyby tu dobre, tyle że ja i tak sikam o wiele za często i o wiele za dużo moim zdaniem, nawet gdy nie wypijam za dużo płynów.
c) Chciałabym sobie pomóc w sposób naturalny, tyle że ostatnio zdiagnozowano u mnie nerwicę (sama już dawno podejrzewałam ją u siebie). Od przeszło roku bardzo źle się czuję sama ze sobą. Objawy nasilają się, kiedy wracam z pracy, staję się jakby inna osobą, jakbym się o 180 stopni zmieniała, nie mogę zabrać się do żadnej prawie czynności. Mam potworny kryzys wiary we wszystko i we wszystkich, a przede wszystkim w siebie. Mam uczęszczać na psychoterapię. Czytałam to i owo w internecie na ten temat. Być może te dolegliwości to na tle nerwowym powstają. Nie wiem sama. Objawy somatyczne, które podałam wyżej, także nasilają się porą popołudniową. Dlatego też mam poważne obawy, że mimo rad, które być może udzielicie mi tu, nie będę wstanie wdrożyć ich choćby częściowo w życie. Mam nazbierane co nieco ziół, raczej skromne ilości. Porobiłam z niektórych wyciągi alkoholowe i olejowe. Wiele przegapiłam, bo nie było we mnie życia, by pójść i zebrać. Np. w zeszłą niedzielę zebrałam 2,5 kg pięknych owoców dzikiej róży. Nie mam w ogóle weny, by je przerobić, a przecież tracą na wartości.
Z góry dziękuję tym, którzy uporali się z przeczytaniem wpisu do końca. Jeśli trzeba, mogę coś jeszcze dopisać, szerzej przedstawić w razie czego, bo jest jeszcze tego trochę, ale nie chciałam wstawiać czegoś na kształt epopei
