Autor Wątek: Odp: ryba  (Przeczytany 7262 razy)

Offline kaminskainen

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 2637
Odp: ryba
« Odpowiedź #15 dnia: Sierpień 15, 2015, 22:10:44 »
Są właśnie dwie szkoły, w skrócie anglosaska i germańska. U Anglosasów za bonton i szlachectwo uchodzi zasada catch & release czyli łowimy i wypuszczamy. W krajach niemieckojęzycznych (na pewno Niemcy i Szwajcaria) zabroniono tego typu zabaw jako dręczenia stworzeń dla rozrywki. Każdy ma jak zawsze trochę racji bo łowiectwo i myślistwo to po prostu odwieczne pasje i namiętności, których ludzie nigdy do końca nie porzucą. A jednak catch & release to polowanie bez zabijania, jak by na to nie spojrzeć: niektóre ryby są łowione wielokrotnie i wciąż są w dobrej kondycji. Lepiej, niż gdyby były zabite po pierwszym złowieniu ;)
Kto nie zaznał łowieckiej pasji, może po prostu nie będąc do niej stworzonym, ten tego nie zrozumie i nigdy pewnie nie pochwali.
Szczupaki faktycznie łowiłem na obiad, ale lubię czasem połowić jazie, klenie i bolenie na muchę i z góry wówczas wiem, że ryby wypuszczę co do jednej, bo kulinarnie marne są.
Lipień jest rarytasem ale w zasadzie należy go zawsze wypuszczać, bo inaczej łowiska pustoszeją. I faktycznie często na te ryby nie chodzę, żeby ich niepotrzebnie nie niepokoić w ostatnich miejscach, gdzie nie są niepokojone przez hordy muszkarzy (w innych miejscach nie łowię z zasady, od tłumów uciekam). Ostatnio je łowiłem dwa lata temu, tej jesieni może odwiedzę nowe ich łowisko - paroletnia akcja introdukcyjna przyniosła dobry efekt na pewnej małej rzeczce ;)
« Ostatnia zmiana: Sierpień 15, 2015, 22:13:33 wysłana przez kaminskainen »
Różnice, głupcze!

Offline Basia

  • Płytki nurek
  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 10813
Odp: ryba
« Odpowiedź #16 dnia: Sierpień 16, 2015, 00:02:42 »
Nie czuję się ani germańską ani anglosaską szkołą.
Jeśli potrzebuję ryby, to łapię i zabijam na patelnię, nie dla zabawy. Mam duże problemy ze zrozumieniem, jak z haczyka można zdjąć rybę, bez rozerwania jej szczęk lub głębszych kiszek, jeśli połknęła haczyk. Muszę przyznać, że w moich nielicznych epizodach wędkarskich mi się to w zasadzie nigdy nie udało i ryba w zależności od rozmiaru szła dla kotów lub na patelnię. Jeśli chcę się pobawić w berka z rybą, wtedy zakładam maskę i płetwy. Jeśli chcę zapełnić zamrażarkę, to załatwiam siatkę - rodzina męża ma prawo stawiania siatek - mam luksus, wiem o tym.

Pozdrowienia :-)

Offline kaminskainen

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 2637
Odp: ryba
« Odpowiedź #17 dnia: Sierpień 16, 2015, 07:41:30 »
Przy łowieniu na sztuczną muchę na haki bezzadziorowe i ostrożnym traktowaniu ryba prawie zawsze wraca w dobrym stanie do wody. Poważni muszkarze mają nawet gumowe/silikonowe podbieraki nie uszkadzające rybie łusek ani nawet nie ścierające śluzu - eksperymentalnie wykazano, że tak poławiane ryby pozostają niemal wszystkie w dobrej kondycji.
Łowienie na robala i z przedpotopowym podbierakiem z węzłami to insza inszość ;)
« Ostatnia zmiana: Sierpień 17, 2015, 08:47:29 wysłana przez kaminskainen »
Różnice, głupcze!

Offline werbena

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 1256
Odp: ryba
« Odpowiedź #18 dnia: Wrzesień 18, 2016, 11:22:15 »


Warto wiedzieć o węgorzu:

"We krwi węgorza znajduje się ichtiotoksyna, czyli jad rybi, wywołujący u ssaków podniecenie, drgawki, drżenie mięśni, rozszerzenie źrenic, a nawet porażenie ośrodka oddechowego i serca. Szczególnie niebezpieczne jest dostanie się krwi węgorza do płynów ustrojowych, oczu i jamy nosowo-gardłowej. Jakiekolwiek uszkodzenie bariery immunologicznej (błony śluzowej, skóry) powoduje przedostanie się antygenów z krwi węgorza do ustroju i reakcję immunologiczną (gorączka, poty, zaburzenia neurologiczne). Wysoka temperatura (nawet już 58 stopni C), kwasy, zasady unieczynniają ichtiotoksynę węgorza. Dlatego wędzony węgorz, smażony, konserwowany, solony nie jest szkodliwy i bezpiecznie można go zjadać.
 Nie należy też nigdy podawać surowego węgorza, jak i odpadków z niego psom i kotom, bowiem może to spowodować zatrucie zwierząt, a nawet ich szybki zgon. Swoją drogą, ciekawe ilu ludzi (zwłaszcza wędkarzy) załatwiło (nieświadomie) w ten sposób swoje pieski i kotki? Ponoć stężenie pośmiertne zatrutych ichtiotoksyną węgorza następuje bardzo szybko..."

http://rozanski.li/188/wegorz-anguilla/

Offline Basia

  • Płytki nurek
  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 10813
Odp: ryba
« Odpowiedź #19 dnia: Wrzesień 18, 2016, 20:16:23 »
W zasadzie nie żyję... Zdarzało mi się skaleczyć przy oprawianiu węgorza, bo jest śliski, ma mocną skórę i bardzo trudno go zabić. Pamiętam, kiedyś zjedliśmy węgorza pieczonego na kiju, jak kiełbasy, a jego głowa jeszcze następnego dnia kłapała zębami. Trochę to było niesamowite - jednak staram się jeść padlinę, a nie zjadać zwierzaka na żywca...

Pozdrowienia :-)

Offline kaminskainen

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 2637
Odp: ryba
« Odpowiedź #20 dnia: Wrzesień 22, 2016, 08:52:37 »
Lin na surowo też jest trujący. W ogóle ma kilka podobieństw z węgorzem - ta siła, żywotność, śliskość... Niby karpiowaty ale wyjątkowy, zresztą tzw. gatunek monotypowy. Naprawdę szczególna ryba.
A węgorz mnie kiedyś użarł w palec - i zrobił to całkowicie świadomie i celowo, jako karę za ciągłe jego obłapianie i męczenie. Było tak, że pływał sobie w wannie po nocy, bo wujek wrócił z nocki z tym węgorzem. Gdzieś w południe mnie użarł do krwi a z wieczora go zabili. Jak woda z wanny zlatywała to próbował umknąć przez sitko, w które uparcie pchał nocha. Bez wątpienia na przykładzie węgorza można bez wielkich mecyj i nauk zaobserwować inteligencję ryb nie mniejszą, od tej ptasiej - i zresztą ludzie ją od stuleci obserwowali i znali. Tylko naukowcy potrzebowali dziesięcioleci, by ją uznać po serii eksperymentów :)
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 22, 2016, 09:04:18 wysłana przez kaminskainen »
Różnice, głupcze!