Autor Wątek: Odp: ryba  (Przeczytany 7264 razy)

Offline Quand même

  • Nowy
  • *
  • Wiadomości: 41
Odp: ryba
« dnia: Sierpień 08, 2015, 16:51:35 »
Witam, wiecie coś o takiej rybie jak sola francuska? Duże płaty, jeden pół kilo, cena 10zł/kg... Czy to jest hodowane w dalekiej Azji? W ogóle hoduje się flądrowate? Sola to z pewnością nie jest, bo ta jest droga, ale może to być limanda. Pachnie łagodnie rybą, nie wali tak amoniakiem jak dorsz. Poszedłem późno na zakupy i rybny na bazarku był już zamknięty. Znalazłem to w miejscowym supermarkecie.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 08, 2015, 16:54:16 wysłana przez Quand même »

Offline kaminskainen

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 2637
Odp: ryba
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 10, 2015, 15:14:11 »
Z tego co kojarzę to sole faktycznie się hoduje, ale głowy nie dam. Jeśli to produkt akwakultury to może być tańszy od dzikich ryb morskich. "Francuska" to może być oczywiście nazwa handlowa, bo sole się poławia we Francji i Hiszpani, nawet na muchę imitującą małe żyjątka typu kiełże/krewetki. Nazwy handlowe to swoista forma "poezji" - stąd takie wynalazki jak "łosoś bałtycki" albo "pstrąg łososiowy" za którymi to nazwami kryje się najprawdopodobniej troć wędrowna - ryba wręcz przewyższająca łososia kulinarnie... Tylko kto da kilkadziesiąt złotych za "troć"? Pod tą nazwą nikt tego nie kupi, bo jest to słowny wynalazek stosunkowo współczesny i sztuczny. Dawniej nazywano to słusznie "morskim pstrągiem" (seatrout, Meerforelle, ros. kumża) lub "łososiopstrągiem" - patrz choćby książka ks. Kluka. Jak macie okazję to troć kupujcie bo nie dość, że przez znawców wyżej ceniona od łososia (podobnie jak leszcz jest wyżej ceniony od karpia) to jeszcze żyje dziko w morzu i żywi się drobnymi rybami i skorupiakami a nie granulatem jak łosoś z hodowli sadzowej... To jest zupełnie inna jakość. Tak samo jak duży, dziki karp z jeziora a karp ze sklepu - dwa różne światy, nieporównywalne zupełnie mięsa!
Różnice, głupcze!

Offline Basia

  • Płytki nurek
  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 10817
Odp: ryba
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 11, 2015, 14:09:00 »
Łosoś bałtycki istnieje, ale w naszym regionie to jest narybek z hodowli wpuszczony do morza, który raczej praktycznie nie ma szans na normalne tarło w Polsce, ale, jeśli wpadną na pomysł ruszenia na północ, do Szwecji, to może im się udać.

Troć, to po prostu porzadnie wyrośnięty pstrąg, który w odpowiednim wieku wypłynął do morza.
Z Wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/Salmo_trutta
"W języku polskim określane są ogólną nazwą pstrąg, a ich dwuśrodowiskowa forma morska – troć."

Ale, ale - jak pytam w sklepie lub wędzarni, czy łosoś jest bałtycki, to od razu biorę, nawet, jeśli by to miała być troć, a norweskie łososie omijam dużym łukiem.

Pozdrowienia :-)

Offline Quand même

  • Nowy
  • *
  • Wiadomości: 41
Odp: ryba
« Odpowiedź #3 dnia: Sierpień 11, 2015, 22:52:37 »
Co do łososia w polskich rzekach, to był nawet program na tvp o wędrówce smolta biegiem Wisly do morza. Program przywrócenia tej szlachetnej ryby trwa od paru lat. Wraz z poprawą jakości wody w rzekach ma coraz większe szanse powodzenia. Ponoć w okolicach Tczewa zlapali kilkunastokilogramowe osobniki. Od dawna też wchodzi do pomorskich rzek. Troć wędrowna jest nawet łowiona w Drwęcy, w głębi lądu. http://m.youtube.com/watch?v=8xgOgCvH-B0 Sytuacja poprawi się dopiero, kiedy będzie sprawna przepławka we Wlocławku. Remont tamy trwa już jakiś czas.

Jest jeszcze troć jeziorowa, ale to już inna bajka.

Czekamy jeszcze na królów rzek, czyli jesiotry:-).

Offline Basia

  • Płytki nurek
  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 10817
Odp: ryba
« Odpowiedź #4 dnia: Sierpień 11, 2015, 23:04:02 »
Wisła od Włocławka w dół jest w miarę czysta, Włocławek rozbi za odstojnik.
Złapanie zabłąkanego łososia koło Tczewa, to nic szczególnego.
Tak samo troć w Drwęcy też jest możliwa, bo nie ma elektrowni po drodze, dopiero są elektrownie na samej Drwęcy.
Jesiotry jakieś (chyba jednak nie nasze gatunki) nawet są już hodowane, pewnie w końcu zaczną uciekać i nam się różnorodność biologiczna ładnie wzbogaci ;-)

Pozdrowienia :-)

Offline kaminskainen

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 2637
Odp: ryba
« Odpowiedź #5 dnia: Sierpień 12, 2015, 08:01:56 »
Z jesiotrów chyba najłatwiej złowić sterlety z hodowli. Zdarza się jesiotr rosyjski i coś tam jeszcze.
Nasze biedne, wytępione potwory-jesiotry uważano zawsze za jesiotry zachodnie - aż nauka zweryfikowała po badaniach genetycznych, że to były ostronose, normalnie żyjące raczej w Kanadzie. W Bałtyku mieliśmy taką odciętą populację, zachodnie żyją wciąż w Zatoce Biskajskiej i Morzu Czarnym chyba (w każdym razie są dwie spore populacje w Europie).
Powrót łososia to temat rzeka, najbardziej szkoda Drawy gdzie "oryginalne" łososie były widoczne do połowy lat 80. - ojciec z wujaszkiem jak raz poświecili w nocy latarką z mostu w Moczelach, to zobaczyli jakieś olbrzymie rybsko - może był to jeden z ostatnich łosi, rok był 85 lub 86... a może szczupak po prostu ;)
Troć za to ma się nieźle, choć zabudowa hydrotechniczna rzek zawsze jest przeszkodą i kiłą dla dzikiego życia - niezależnie od tego, jak wspaniałe przepławki pobudowano... przepławki zasadniczo działają pod prąd (o ile się zadba o odpowiedni prą wabiący), w dół rzeki ryby idą na turbiny albo głupieją (choć są dużo inteligentniejsze, niż sądzono :)
Troć wędruje obecnie na tarło nie tylko do wszelkich "klasycznych" rzek od Pasłęki i Drwęcy po rzeki Pomorza (włącznie w rozmaitymi małymi pstrągówkami, dopływikami), ale pokazuje się we wszelkich rzeczkach, ciurkach i wręcz rowach - od cieków nadmorskich po Głogów i Wrocław. Obserwowałem parę lat temu tarło troci na plaży bałtyckiej - rzeczka uchodząca dziko do morza tworzy na plaży bystrzynę (duży spadek) i zaraz dorwało się kilka mniejszych trotek (takie do pół metra) i zaczęły grzebać w żwirze i się obtańcowywać. Niestety pierwszy jesienny sztorm zmyje takie gniazda tarłowe... duże trocie są na takie tarło albo za mądre, albo po prostu za duże - ale jesienią (październik) jak się zajedzie na most na Inie, Słupii, Radwii, to często się zobaczy naprawdę poważne rybska. Koło mostów zwykle są, bo prąd wody przyśpiesza.
Ryby wędrowe morsko-słodkowodne to także sieja - w Bałtyku żyją ostatnie populacje w zatokach Gdańskiej i Pomorskiej, jesienią płyną masowo na tarło np. do Świny, na wędkę nie biorą, nie ma na nie sposobu (sieje z jezior, będące odciętymi populacjami siej morskich pozostałych po zlodowaceniach, są poławiane na wędkę spod lodu) - choć znam przypadek złowienia jednej w Dziwnowie na spinning, gość złowił sieję 60 cm + 3 belony i poszedł do domu. Doskonała ryba konsupcyjna, wędzoną sieję uważam za najlepszą rybę w ogóle.
Ciekawostką Bałtyku są duże populacje ryb słodkowodnych - szczupaków, leszczy, płoci, okoni, jazgarzy, sandaczy (właśnie się nieco ich populacja odbudowała, sto lat temu łowiono je z kutrów na równi z dorszami ale to już zapomniane bajędy są, te ryby wytępiono do szczętu). Te ryby też zwykle płyną na tarło do rzek - Odra, Parsęta, Wisła... Szczupaki chyba potrafią się wytrzeć w zarośniętych zatokach morskich (u nas takich nie ma, morszczyn wytępiono) - co by potwierdzało opinię niektórych biologów/ichtiologów, że są to ryby przygotowane przez ewolucję do życia w morzu (na razie polubiły Bałtyk i cieśniny duńskie, osiągają w tym środowisku olbrzymie rozmiary - podobnie, jak bałtyckie bolenie sięgające parunastu kilo - mało wiadomo o tych rybach a temat ekscytujący ;)
Różnice, głupcze!

Offline kaminskainen

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 2637
Odp: ryba
« Odpowiedź #6 dnia: Sierpień 12, 2015, 09:15:58 »
No i te miętusy... temat zawikłany, musiałbym opytać kolegę po ichtiologii, pasjonata i znawcę jakich mało - o rybach szczecińskich wie wszystko. Są lokalne, osiadłe populacje miętusów z rzek dużych i małych, w tych ostatnich w latach 80-90 zwykle zanikły do szczętu, np. w dawnym woj. wrocławskim ostały się chyba tylko w Średzkiej Wodzie i Baryczy. Pod Szczecinem mnóstwo ogromnych miętuchów było kiedyś w rzece Krąpiel - też prawie zanikły. W ostatnich nastu latach się te populacje powoli odbudowuje, rzeki się tym rzekomym "chwastem rybnym" od nowa zasiedla bo okazał się gatunkiem ważnym i wyjątkowym. To taki rodzaj słodkowodnego dorsza - jedyny w świecie dorsz słodkowodny. Wyrośnięty miętus jest wyjątkową, piękną rybą - coś jak skrzyżowanie ryby, żaby i węża boa :) Największe oczywiście są w Bałtyku - ale to są takie odrębne populacje, i zresztą pisano o dwóch gatunkach bałtyckich: miętus zwyczajny (plebejusz) i miętus królewski, który nigdy nie brał wędkarzom na wędkę. Nie wiem, jak się ma ten podział do współczesnej wiedzy o tych rybach, ktoś to na pewno badał - w każdym razie kiedyś pisano je po łacinie: Lota lota i Lota lota lota :)
I te ogromne miętusy też się pojawiały w wodach słodkich jesienią - np. w tym wielkim jeziorze deltowym nad którym leży Szczecin. Wspomniany kolega miał nawet szalony plan - opracował próbę złowienia tych bestyj, sięgających ponad 6 kg wagi (oficjalny rekord krajowy miętusa to coś koło 3,5 kg, sztuka 2,5 kg robi wielkie wrażenie). Należało się w tym celu przedrzeć listopadową nocą przez moczary i szuwary nad jez. Dąbie i zarzucić ponad 100 m od brzegu przynętę w postaci kawałka ryby, rosówki, zdechłej żaby... byłby do tego niezbędny morski sprzęt surfcastingowy. Plan miał mizerne szanse powodzenia - no ale powstał i był zgłoszony w gremium znajomków wędkarskich. Nikt go nigdy nie zrealizował. Nikt nie wierzył, że złowi takiego miętusa tak z głupia frant bo wiadomo, że one nigdy nikomu nie brały - nawet w miejscach, gdzie wiadomo od nurków, że siedzą, np. przy pewnych falochronach morskich. A tu weź utraf taką rybę czystym przypadkiem w parokilometrowym jeziorze i jeszcze zmuś do brania... Ale wyobraźnię ten plan rozpalał - i o to w gruncie rzeczy chodziło :)
Różnice, głupcze!

Offline kaminskainen

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 2637
Odp: ryba
« Odpowiedź #7 dnia: Sierpień 12, 2015, 10:23:34 »
PS. Te nasze piaszczyste plaże bałtyckie wydają się takie martwe, żadnych ryb tam nie widać poza drobnicą przy palikach... ale w chłodne pory roku, ale nie w mrozy - czyli wiosna, jesień - ryby w tej wodzie do pasa i nawet kolan pływają, i to różne ryby. Dla przykładu widziałem raz wieczorem dwóch gości (właściwie należałoby ich nazwać kłusownikami) zakładających na wodzie "do uda" żaki, taką sieć na obręczach. Rano wyjęli z niej 5 troci i sieję, się potem dowiedziałem. Pływają tam jeszcze ryby w tym morzu, choć mało kto się ich spodziewa "tak na plaży" ;)
Różnice, głupcze!

Offline Quand même

  • Nowy
  • *
  • Wiadomości: 41
Odp: ryba
« Odpowiedź #8 dnia: Sierpień 12, 2015, 13:45:04 »
Jak widzisz kłusowników, to nie zachowuj tego jako ciekawą bajkę dla potomnych, tylko komórka w dłoń i dzwoń na policję rzeczną albo psr. Ostatnio ciagle wpadam na kłusowników. Zazwyczaj łowiących na 3 wędki ale też szarpakowców, co niby przypadkiem lowią leszcze za grzbiet w poszukiwaniu sandaczy. Ostatnim razem bylem na rowerze na zaporze w Dębe na Narwią. Co widzę? 5 młodych kłusoli, na oko do 25 lat, weszli za ogrodzenie tuż obok przepławki. Zobaczylem, że wyciągają szczupaka 80+ to zacząłem krzyczeć, żeby go puścili. Zamiast go wypuścić, to zaczeli się szybko pakować i zwiewać. Gdybym wiedział, że to nie jedyny ich szczupak, tylko ze mieli całe miski ryb, to bym inaczej zareagował. Obręb ochronny rozległy od tamy, tuz obok kamera obrotowa, po drugiej stronie na kocykach na plaży cała masa ludzi, niektórzy patrzyli na to widowisko przez lornetki. Po tamie co i rusz przejeżdzali rowerzyści i nikt nie reagował. Jak tu ma być lepiej?

Ostatecznie i tak nie mialem wtedy komórki, ale trafilem na drogówkę i ci przekazali dane do odpowiednich służb.

Co do migracji ryb, to nie można zapomnieć o śwince. Kiedyś jej było dużo, a teraz to ryba legenda.
Leszcze też potrafią migrować na duże odleglości, szczególnie w poszukiwaniu zimowiska.

Pozostaje kwestia niszczenia rzek, szczególnie górskich pod przykrywką zabiegów hydrotechnicznych. Na Zachodzie przywraca się rzeki do stanu pierwotnego, a u nas co? Betonujemy rzeki, prostujemy... Tylko po to żeby ktoś zarobił. A zarobi podwójnie, bo za parę lat będzie przywracał rzekę do stanu pierwotnego, tylko zniszczony ekosystem pozostanie przez wiele lat. Do tego dolicz rabunkowe pozyskiwanie żwiru, co bezpowrotnie niszczy tarliska i mamy pełen obraz polskiej miłości do przyrody. Jak coś jest wspólne, to jest niczyje i niestety w tym kraju wspólne dobro ma się głęboko w 4 literach. Najlepiej widać po tonach śmieci po pseudo wędkarzach.


Offline kaminskainen

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 2637
Odp: ryba
« Odpowiedź #9 dnia: Sierpień 12, 2015, 13:56:46 »
Nie pamiętam, czy dzwoniliśmy po PSR w tamtej sytuacji - być może tak. Jeśli nie to byłaby to osobliwa sytuacja, bo w naszym gronie byli członkowie OSR, w tym były zawodowy rybak, członkowie towarzystwa przyjaciół pewnej rzeki itd. - ale mogło się tak własnie stać - raz że ciemność, zmęczenie, dwa pewien stopień "ululania" (pod klifem najlepiej się pije nalewki, raz na 2 lata mi się zdarza :) a trzy to nawet przymknięcie oka, bo to jednak morze - w przypadku kłusowania na rzekach oni reagują błyskawicznie ba! wielokrotnie stacjonowali nocą na tarliskach. Ale ten morski wybryk potraktowali(śmy) jakoś pobłażliwie. Może dlatego, że sami mielibyśmy ochotę założyć takie żaki i sprawdzić, co też w nie wpadnie - jest to naturalna chętka każdego poważnego wędkarza, łowienie na wędkę i łowienie w sieci to dwie strony medalu, Finowie mogą na własny uzytek poławiać ryby siecią i świat się od tego nie zawalił. Ale ich jest bardzo mało a wód mają ogrom - a przy tym mentalnośc inna. Ale pamiętam, jak nas ta sieja podrajcowała - że tak przy brzegu pływa. Może więc kiedyś wziąć komuś na muchę (chodzimy za trocią z muchą i spinem)! Byłyby jaja...
Różnice, głupcze!

Offline Basia

  • Płytki nurek
  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 10817
Odp: ryba
« Odpowiedź #10 dnia: Sierpień 12, 2015, 14:20:53 »
Jacy straszni są ci kłusownicy, bo stawiają siatki, zamiast tłuc ryby prądem, jak prawo na to pozwala tzw. gospodarzom akwenu, bez względu na to, czy to PZW czy inny dzierżawca.

Katastrofa w polskich zbiornikach wodnych zaczęła się, kiedy pozwolono legalnie tłuc ryby prądem. Wtedy pojawiły się pomysły na przykład tępienia chwasu rybnego, oczyiwście tez prądem, a potem zarybiania, najlepiej pod okiem kamer telewizyjnych. Jak mi ktoś powie, jak prąd odróżniał "chwast" od "niechwastu", to może zmądrzeję. Oczywiście bzdury, typu ochrona ras, podgatunków czy innych regionalnych populacji - o tym nikt nie gada. Wrogami są ludzie z siatkami.

Kiedyś się pieniaczyłam z naszymi władcami przeciwko tłuczeniu ryb prądem, jako niezgodnym z konwencją berneńską o ochronie dzikiej przyrody europejskiej. Okazało się, że w polskim tłumaczeniu znikł rozdział o niedozwolonych metodach połowu ryb, w tym i prądem zmiennym. Kiedy już zmusiłam ich do porządnego opublikowania, to się okazało, że dla prawotwórców prąd impuslowy nie jest zmienny. Czyli łowienie ryb prądem zostało zalegalizowane.

Ryba się psuje od głowy

Pozdrowienia :-)

Offline kaminskainen

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 2637
Odp: ryba
« Odpowiedź #11 dnia: Sierpień 12, 2015, 15:14:44 »
To prawda, że wsiowy człowiek z siatką łowiący na własne potrzeby był tu od zawsze - i aż do XX wieku, lat co najmniej siedemdziesiątych, nasze wody były mimo tego szaleńczo rybne (nie licząc tych zawczasu zniszczonych przemysłem jak rzeka Bóbr). Na wsiowego z siatką patrzą przez palce nawet strażnicy leśnicy itp. bo wiedzą, że on łowi, by coś do garnka włożyć - a te dwa leszcze tygodniowo nie uszczuplą znacząco populacji. Prawdziwą zarazą jest kłusotnictwo tzw. przemysłowe, szczególnie zaś prąd niszczący wszystko, co żyje. Jak się nasze środowiska wędkarzy-miłośników troci i łososia zwarły i zaczęły gremialnie pilnować tarlisk i patrolować rzeki utrzymując kontakt z PSR i policją to się nagle okazało, że mała rzeczka pomorska jest pełna życia. Idąc jesienną nocą z latarką zobaczymy na płyciźnie przy samym brzegu całe chmary śpiących jelczyków, kiełbików, strzebli itd. (śpiąc na głębszej wodzie zostałyby wyżarte przez duże ryby :p
We wcześniejszych latach świeciło się w wodę i nic - pustynia. Wystarczyły dwa sezony pilnowania tarlisk i rzek, względnie efektywnego (bo zupełnie niesposób upilnować) - i od razu widać taki efekt. Małe rzeczki powinny być z natury pełne życia. Znajomy się niedawno zastanawiał jak to jest - że (pod)wrocławska rzeczka Ślęza z jego dzieciństwa pełna była płotek, kleników, szczupaczków, okonków, wszystko to było widać z dowolnego mostku - a dziś jest taka pusta - WTF?! No właśnie pewnie jest to efekt upowszechnienia się "wędki elektrycznej" i bezkarności uprawiających ten proceder. Pamiętam widok środkowej Płoni, jak się raz wybrałem w rekonesans... piękna, czysta woda, złoty piasek, warkocze wodorostów - i zupełne pustki! Ani kiełbika. Taka próżnia nie robi się sama, bo natura nie znosi próżni - dosłownie, wszystko zarasta życiem, roślinnym i zwierzęcym. Jak tego życia nie ma to znaczy, że zostało zlikwidowane. Pewnie elektrycy jeżdżą agregatem po Płoni między wielkimi jeziorami i trzepią ryby w okresie migracji tarłowych. Mała, czysta, niezniszczona melioracjami rzeka jest z definicji pełna ryb, i to wcale nie wyłącznie małych - taka była Płonia (dolna) mojego dzieciństwa, widziało się nawet leszcze jak patelnia, o jaziach i kleniach nie wspomnę.
Wracając jeszcze do tych siatek na rzeczkach... muszę powiedzieć, że sprawdzanie ich zawartości to jest rzecz ekscytująca, chcemy czy nie :) Dawniej na Pomorzu w tych pstrągowych rzeczułkach w takiej sieci typu żak potrafiły siedzieć 2-3 BARDZO dorodne węgorze, do tego zwykle kilka płotek, jakiś zabłąkany jelec... pstrągów raczej nie było. Ryby się wypuszczało (w żakach są raczej nieuszkodzone) a siaty cięło, bo jednak kara się należy :)
Różnice, głupcze!

Offline Basia

  • Płytki nurek
  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 10817
Odp: ryba
« Odpowiedź #12 dnia: Sierpień 12, 2015, 22:30:18 »
Przede wszystkim PZW być może, podobnie może jak leśnicy, musieli zmienić mentalność rolnika: posięję / posadzę, wytępię chwasty, zbiorę i znów od nowa, kolejny sezon. Dla ryb kilka lat, dla lasu kilkadziesiąt.

Niestety, jak kiedyś pieniaczyłam się o prąd do tłuczenia ryb, to nieznajomy mi dziennikarz z "Superexpresu", który się zainteresował sprawą zrobił wywiad w PZW, gdzie spokojnie mu tłumaczyli jak i dlaczego używają prądu do zabijania ryb, z niszczeniem "chwastu" włacznie. Jedyne, czego nie umieli wyjaśnić, to jak prąd rozróżnia gatunki ryb, ale tłumaczyli, że przecież zarybiają, więc jest wszystko w porządku.

Kiedyś, jeszcze w latach 80-tych można było zobaczyć podwodne plaże z powtykanymi łeb-przy-łbie węgorzami sterczącymi z mułu. Teraz już nie ma takich wygłupów. Owszem, wiele można zrzucić na kłusujących płetwonurków (one się nie bały, można było im palec w oko wetknąć, a wiele osób sobie dorabiało bez umiaru), ale przynajmniej powinny być "sznurówki" - a gdzie one są? Czy kiedyś bardziej zarybiano węgorzem? Węgorze przecież nawet szczególnych przepławek nie potrzebują, bo potrafią iść po łące. Czy teraz jest więcej elektrowni? Chyba nie, bo "nowe" elektrownie stawia się na ruinach starych. Czyli o co tu chodzi?

Jak dla mnie, to katastrofalne było dopuszczenie prądu, jako legalnego narzędzia połowowego. Prąd powinien być stosowany wyłącznie po to, by wędrujące ryby nakierować na przepławki, by nie szły na turbiny i absolutnie nic więcej - tak, jak kiedyś to było. Wtedy by nie było dyskusji, czy to dzierżawca, czy elektryk - po prostu zabronione narzędzie połowowe, czyli konfiskata i kara. Z punktu widzenia akwenu, to bez znaczenia, czy to dzierżawca (z PZW włącznie), czy energetyk.

Pozdrowienia :-)


Offline Quand même

  • Nowy
  • *
  • Wiadomości: 41
Odp: ryba
« Odpowiedź #13 dnia: Sierpień 13, 2015, 11:25:43 »
PZW to najbardziej lubi zarybiać karpiem, rybą inwazyjną. Czekać tylko jak przez coraz cieplejszy klimat zacznie rozmnażać się w naszych wodach wypierając wszystkie inne gatunki. Już maja ten problem w Hiszpanii, gdzie sum i karp sa plagą. Karp jest ryba bardzo żarloczną i do tego bardzo zanieczyszcza wodę, a sam ma małe wymagania co do jej czystości.

Już jest wielki problem z karasiem srebrzystym, bo dominuje nad naszym rodzimym, samice skladają bardzo dużo ikry, a do tego krzyżują się z autochtonami... Z reguły zlowione ryby wypuszczam, ale japońcowi nie daruję.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 13, 2015, 11:29:11 wysłana przez Quand même »

Offline Basia

  • Płytki nurek
  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 10817
Odp: ryba
« Odpowiedź #14 dnia: Sierpień 14, 2015, 11:26:19 »
Z reguły zlowione ryby wypuszczam, ale japońcowi nie daruję.

To po co łowisz? Ja mogę zrozumieć patelnię, bo jeść trzeba, ale jeśli nie patelnia, to jest to nieładna zabawa. Spraw sobie maskę i płetwy i popatrz sobie na ryby w wodzie.

Pozdrowienia :-)