Łuskiewnik rozdrobnić, zalać wodą mineralną niskomineralizowaną z kwasem askorbinowym lub cytrynowym lub bursztynowym tak, żeby roztwór miał 1-2%. Kwas stabilizuje składniki, które przeszły do roztworu. O słońcu i świetle wiesz? łuskiewnik nie lubi, trzeba go obrabiać w ciemności albo czerwonym świetle (jak kiedyś błony fotograficzne - moim zdaniem warto to sobie wziąć do serca przy obróbce, bo jeżeli czułość jest podobna, to wystarczył ułamek sekundy normalnego światła i było po filmie ). Ja go łupałam w rękach w końcu, było mi łatwiej niż nożem w tym kiepskim świetle. Ilość wody do maceratu - faktycznie 1:3 - 1:5, więc duży margines. Ja te kawałki jeszcze po zalaniu wodą, gniotłam tłuczkiem drewnianym. W tym celu nastaw robiłam w dużej szerokiej misce szklanej. Po 6-9 godzinach zlać macerat (dalej w ciemności), i można zalać wódką na nalewkę. Ja zlałam macerat - nabierałam kubkiem i przelewałam przez plastikowe sitko, wycisnęłam pulpę ręką (tak mi jest łatwiej niż cisnąć przez pieluchę, zwłaszcza w ciemności). Ale nie starałam się wycisnąć na wiór, żeby ten kwas też był w nalewce. Wrzuciłam pulpę do maszynki mielącej i wlałam wódkę, żeby było łatwiej zmielić. Jak już się pomieliło trochę, to wlałam do słoików i się tinktura robi w szafie. Po ciemku potrząsam. Macerat najpierw stał w lodówce - max do 3 dni, a potem w większości wylądował w woreczkach na lód.
Musisz sobie dobrze rozplanować czas, u mnie wyszło tak, że obróbka w nocy, (nieźle ponad godzinę, z dokładnym myciem, bo w łuskach jest ziemia, dopiero jak się połamie lub inaczej rozdrobni, to można dokładniej umyć) jak już wszyscy śpią, żeby nie łazili i nie zapalali światła, a rano macerat zlewałam też trochę w pośpiechu. Przechowywałam przez noc w tajemnym miejscu, nakryłam torbą (może być pudło kartonowe). Zlany macerat już chyba światła się nie boi.
Aha, ja nie mam czerwonej żarówki, wzięłam lampkę biurkową z Ikei, z zimną żarówką, i nakryłam czerwoną koszulką, światło było czerwone, a w zlewie to całkiem było ciemno, wszystko robiłam na czuja rękami (łamanie i mycie). Czułam się jak wiedźma, to pewne

Ręce miałam czarne przez tydzień

Najpierw weź sama na próbę, a małemu to myślę, że macerat jest lepszy niż nalewka. Jak się skończy, to tak, na wrzątek zalać nalewkę i coś tam odparuje.