kolego szeng yang, bo tak by chyba było bardziej szleszcząco czyli po chińsku

jest pan nieco w błędzie. Pomimo, iż mój kretynizm lingwistyczny nie pozwolił mi poznać angielskiego, strony angielskie odwiedzam. Między innym z ze strony jakiegoś instytutu ściągnąłem przy pomocy adobe trochę materiałów. Co to jest, nie wiem jeszcze. Ale jest duża szansa, że coś jest. Muszę tylko podocinać pdf by to było łatwiej czytelne. Siedzę teraz na stonach chińskich i kitajskich w Rosji. Chińsko-rosyjskie słowniki mam. Mam też podręczniki do nauki chińskiego, tybetańskiego i hindi. No ale same książki wiedzy do głowy nie naleją. Jeżeli znajdę coś interesujacego w angielskim to celowym chyba byłoby, by pan rzucił na to okiem. Teraz trochę wygrzebałem. Gdzieś koło końca tygodnia wrzucę to do mojego chomika. Pan rzuci na to okiem, a pozycję które pan by sobie chciał przejrzeć, wyślę @mailem. Skoro pan szuka po angielsku, a ja rosyjsku to dobrze byłoby abyśmy zjednoczyli swe siły. Bez sensu bowiem było by gdyby pan musiał się na gwałt, co za uroczy zwrot, nauczyć rosyjskiego, a ja angielskiego. Byłoby to zreszą czymś w rodzaju wyważnia "otwartych" drzwi. Miło mi by było "wpółpracować" z kimś kto zna język mi obcy. I znów to by bylo, eh mój niedowład językowy jest wręcz porażający.

Ograniczyło by to bowiem zakres moich poszukiwań /nie myślę tu o przeszukiwaniu sieci ,bo to inna bajka

/, a zarazem zwielokrotniło efekty. Zamówiłem już klawiaturę z cyrylicą, bo chcę do współpracy namówić lub znaleźć jakiegoś Rosjanina. Oni na prawdę dobrze władają chińskim i mongolskim, a może i tybetańskim. Ponadto medycyna buriacka jest bliska medycynom obu wcześniej wspomnianych nacji. Ba ponieważ są tacy którzy pochodzą z terenów bliskich Chinom, mają pewnie w naturze coś z Chińczyka. Rosjanin jako bliższy nam językowo i historycznie lepiej i szybciej wprowadziłby mnie w tajniki chińskiej medycyny. Ponieważ chińczycy są nam jednak odlegli kulurowo korzystanie z pomocy Anglika lub angielskiego, który też jest nam obcy kulurowo, jest gorszym rozwiązaniem niż korzystanie z pomocy rosyjskiego i Rosjanina. To zapatrywanie zasadza się na mniemaniu, że my i Rosjanie jesteśmy trochę bliżej mentalności Chińczyków niż Anglicy. A w ogóle to można to skwitować takim porówaniem: jeżeli /przyjmując odległość za miarę różnic kulturowych/ Rosjanie są na widocznej części księżyca, my jesteśmy na jego niewidocznej części, Angole są na Marsie

, a może i dlalej w mrocznym kosmosie,
I po tym bełkotliwie napisanym poście, mam cichą nadzieję na wpółpracę.