Autor Wątek: grudniowe zbiory  (Przeczytany 23789 razy)

Offline Basia

  • Płytki nurek
  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 10819
Odp: grudniowe zbiory
« Odpowiedź #60 dnia: Grudzień 06, 2022, 09:57:22 »
Ostatnio trafiłem zdanie z zapisków św Hildegardy z Bingen .  Ona twierdziła , że jakiekolwiek zioła zbierane po św . Marcinie ( 11 listopad ) będą bardziej szkodzić niż pomagać . Jakie jest Wasze doświadczenie w temacie  . Będę wdzięczny za opinie

Ja tam się nie szczypię i biorę to, co trzeba i kiedy trzeba.
Kory, gałązki, bulwy, korzenie nawet kanonicznie zbiera się teraz, kiedy liście już poopadały. Przemrożone owoce mają mniej kwasów, więcej cukrów, ale nadal są bardzo wartościowe jako źródło witamin i minerałów. Odrastająca pokrzywa, dokwitający wrotycz, zimujące pędy szałwii, lawendy, liście bergenii, bluszczu. a szczególnie gałązki drzew iglastych teraz są świetne. Jak nam kiedyś opowiadał nasz Gospodarz w Międzyborowie, właśnie zimą gałązki iglaste mają najwięcej witaminy C, która na dodatek występuje w formie związanej z garbnikami i odpornej na gotowanie.

A tak na serio, to nie wiem, czy istnieje oficjalne pojęcie fitoterapii sytuacyjnej, czyli TU I TERAZ.
 
Na przykład, wyobraźmy sobie, co się teraz (grudzień) dzieje na zrujnowanej Ukrainie bez dostępu do systemu i służb. Ludzie się przeziębiają i chorują. Co wtedy robić? Czekać na konwój z pomocą, który może akurat coś przywiezie, czy rozejrzeć się po okolicznych zaroślach, co by się mogło przydać i na tym ugotować wywar do picia?
Albo komuś się zaczyna paprać rana na skórze, to co? Albo nawet, niech tylko się rozbiegnie serce?

Albo nawet u nas, jeśli zarobki absolutnie nie zgadzają się z wydatkami, a tu jeszcze przypałętało się coś z gorączką i kaszlem, to co?

Na przykład w naszym blokowiskowym punkcie pomocy w ciągu jednego popołudnia zeszło 3,5 litra naszego "sąsiedzkiego" syropu na przeziębienie.

Nikt nie twierdzi, że w taki sposób można podejść i do zawału serca czy wylewu krwi do mózgu, ale zapobieżenie ciężkiemu zapaleniu płuc też może uratować komuś nawet życie, nie tylko zdrowie.
***

Świętą Hildegardę szanuję, ale wcale nie jestem pewna, czy to, co my teraz o niej wiemy, to jest dzieło współczesnych hildegardystów, czy to na prawdę to jej słowa.
Może chodziło jej o to, by się przygotowywać na wszelki wypadek, a nie miotać się szukając rozwiązania właśnie powstałego problemu.

Pozdrowienia :-)