Śmierdziałem jak młody wieprzek i generalnie wszystko, co ze mnie wychodziło, a jakże i nawet gorzej.

Kiedy włączyłem picie octu jabłkowego zrobiło się intensywniej, bo bardzo przyspieszył oczyszczanie. Ogólnie miałem ostre ssanie w okolicach brzucha, jakbym miał podłączoną pompkę, która wyciągała ze mnie "brudy". Mocno nieprzyjemne uczucie, z resztą większość detoksu, bo wprowadziłem zmiany zbyt szybko i zbyt drastycznie, ale cierpiałem przez to krócej.

Wspominałem już, że poszedłem na całość i całkowitego "czuja" z jamimiś tam okruchami wiedzy od dr Gugla i widać taka moja ścieżka była...
Energii mam coraz więcej, choć jestem po nieprzyjemnych przejściach życiowych, które skutkowały kilkoma latami prawie całkowitej bezsenności. Koszmar nie do opisania (...i zbyt skomplikowana historia, by ją tu wykładać), jednak był to element mojego wybudzania się z Matrixa, zatem paradoksalnie na +.

Zszedłem przez to o 20kg (teraz wracam powoli do optymalnej wagi), bo spalałem w nocy energię, zamiast się regenerować. Niewtajemniczeni myślą, że chudy, bo weganin, ale tłumaczył się nie będę.

Energia na roślinnej diecie jest rzeczywiście na stabilnym poziomie, ale i czuje się lekkość ducha, a to jest bardzo miodzio!

W zimie mam niejakie braki ciepła, no, ale patrz wyżej - parametry mi się jeszcze harmonizują.
B12 mam pod dostatkiem w lesie, bo jadam "brudne" rośliny i w diecie. Uważam, że to jakieś mity są... Z resztą... najwięcej suplementów dostarcza mi medytacja i pobieranie energii wprost z Centrali.

To jest profilaktyka.
Trzeba cieszyć się każdym posiłkiem, choćby dalekim od ideału, bo radość z życia jest kluczem do zdrowia.

Mniej analizy, a więcej pewności, że kroczy się odpowiednią ścieżką, cnie?
