no dobra, zrobię jeszcze aneks do tego "wykładu" bo na zlocie nie będę;)
z rośliną rdeścią należy muzy słuchać i jej fajne nutki puszczać, takie jakie lubi, dobrze jej się z sakurą gada to lubi tego posłuchać, a także jej odpowiedni mentalnie klimat wytworzyć gdy się ją obrabia czy nawet do niej podchodzi... po prostu zsynchronizować się z naturą tej rośliny do tego stopnia, że zechce działać z innego poziomu, nie tylko z planu fizycznego... gdy już jest z nami na jednej fali, można ograniczyć jej spożywanie, wystarczy tylko się do niej dostroić czy nawet o niej pomyśleć, a już działa, ma to swoje dobre strony, ponieważ nie zawsze natrafiamy na fizycznie obecny egzemplarz...
czyli: jakie takie pojęcie o roślinie trzeba mieć oraz wyobrażenie (od czego są myślokształty)... ale nie zawsze mamy dobry dzień aby je właściwie wykonać, a zatem trochę suszu zawsze się przyda, więc jak się to suszy? w ciemnościach czy półmroku, raczej zacienionym miejscu, najlepiej puścić luzem jej liście wcześniej spłukawszy chemtrails (eeeech... borielka przekręca mi to słowo, powinienem tu przecież napisać: smugi kondensacyjne

... roślinę wieszam na swojej kierownicy z Atlantydy, którą tu wcześniej na forum opisałem, ale w taki sposób, że robią się z tego "powietrzne dzwonki", ponieważ cała roślina się nie mieści i często ją trzeba przewalać, to liście jej wieszam na sznureczkach powiązane w pęczki, wzdłuż obręczy, na różnych wysokościach, jest ciepło więc szybko się suszą, a w tej wnęce poniżej nawet jakiś półmrok panuje, a ponieważ atlantyckie kółka lekko mi na drzwi zachodzą, to za każdym razem gdy drzwi otwieram, poruszam tym, a całość przyjemnie szeleści, może nagram ten dźwięk i tu wstawię, wydaje mi się też leczniczy, a już na pewno rdest owiec w ten sposób przemawia, jak ktoś ma jakiś translator to zapewne zrozumie o czym tak szeleszcząc mówi...