Rwę kulszową w domu mam od 5 tygodni. Chodzi o mojego męża.
W międzyczasie była akupunktura i zabiegi u wysokokształconego chiropraktyka. Zerowy efekt.
W piątek minie 5 tygodni jak mąż plackiem leży w łóżku.
Rwę kulszową miałem kilkakrotnie z objawami takimi jak opisałaś, aż do drętwienia lewej nogi. Brak pomocy ze strony oficjalnej medycyny i długie oczekiwanie wówczas na Rtg.
Nie mogłem ani siedzieć, ani leżeć, spać i jeść, przez długie 3 tygodnie. Było ryzyko zwolnienia z pracy.
Znajoma powiedziała, ze na jej dolegliwości z barkiem pomógł ludowy kręgarz.
Pojechałem a raczej zawieźli mnie na leżąco do tego człowieka, silnego o mocnej budowie ciała. Kazał położyć się na brzuchu, ręce wzdłuż ciała i ugniatał piętą mięśnie przy kręgosłupie od góry do dołu i z powrotem. Potem jeszcze na stojąco podnoszenie pod pachami i na leżąco odginanie nóg na bok, trochę to ostatnie bolało ale już po 1-m zabiegu wreszcie poczułem się lepiej. Ufff.
Potem jeszcze 2 zabiegi i wróciłem do pracy.
W ciągu 20 lat jeszcze 2-krotnie mi się to powtórzyło i za każdym razem kręgarz mi zdecydowanie pomógł.
Dlaczego wykształcony chiropraktyk nic nie wskórał tego nie wiem, ale rwa to ucisk wysuniętego dysku na nerw i tylko mechaniczne wyrównanie położenia dysku może w zaawansowanych przypadkach moim zdaniem pomóc.
Masaże owszem gdy wysunięcie dysku można łatwo skorygować.
Bywa, że konieczna jest operacja ale moim zdaniem to ostateczność.
Edit: Aha, dodam jeszcze, że po każdym zabiegu kręgarz nacierał okolice krzyża spirytusem (lub denaturatem) i zawijał bandażem elastycznym (obecnie są w aptekach specjalne elastyczne pasy). Kazał w domu to powtarzać.
Proste, bezproblemowe leczenie ale jakże skuteczne. Chyliłem potem głowę nad mądrością ludowej medycyny

W czasach gdy dopadło mnie to 1-y raz (lata 90-te) kręgarstwo był odsądzane od czci i wiary, a jakiś czas potem zaczęto w uczelniach kształcić chiropraktyków. Tamten człowiek z dziada pradziada przejął tę wiedzę jakże potrzebną na wsiach gdzie brakowało lekarzy.