Zainspirowana przepisem Tomczana zakupiłam 3 orzechy kokosowe a' 1,99 zł. jeden wyrzuciłam bo po wypiciu mleczka odłożyłam i wnętrze po prostu porosła pleśń. Te 2 dobre po pozbawieniu w wiadomy sposób mleczka

rozbiłam rzucając na betonowy chodnik (nie było innego narzędzia na podorędziu), rozdrobniłam oczyszczając z brązowej warstwy i zapakowałam do blendera. Miazgę w typie drobnych wiórek kokosowych zalałam wrzątkiem i chwilkę pogotowałam na małym gazie. Następnie w ruch poszło sitko wyłożone gazą - dokładnie odciśnięte wiórki suszą się do dalszego wykorzystania natomiast płyn powędrował, w 0,5 litrowej szklance do piwa, na noc do lodówki. Rano zebrałam całkiem gruby kożuszek, który po wypłukaniu w zimnej wodzie przełożyłam do małego słoiczka i zrobiłam kąpiel wodną aż się rozpuścił. Teraz stygnie sobie. Kożuszka z 2 szt. orzechów jest ~ 50 g.
W słoiczku mam 2 warstwy: na górze prawie przezroczysta, a na dole mleczna.
Pytanie - olejek kokosowy to ta bezbarwna warstwa, a dołem fusy czy wszystko co się zestaliło jest olejkiem?
Zajrzałam do lodówki - domowy olej zestalił się szybko tylko ma wyczuwalne grudki. Ponadto wydzieliło się trochę mlecznej fazy płynnej. Czyli coś zrobiłam nie tak
Czy jedynym sposobem jest rozsmarowanie cienką warstwą na papierze i czekanie jak odparuje?