Temat dotyczył co prawda roślin fitoremediacyjnych ale wyszło coś w rodzaju ziółek ekstremalnych - czyli pozyskiwanych z roślin rosnących w trudnych warunkach.
Dziś czytałem sobie u Gospodarza coś o dziurawcu.
Artykuł skomentował z sobie tylko właściwą erudycją
Roman M. pisząc coś takiego:
Roman M.
May 28, 2010 at 20:54
Pozwolę sobie „dorzucić swoje pięć groszy” do tego o czym mówi wyżej Pan Doktor.
W XIII wieku kupiec i podróżnik Marco Polo podróżował po krainach Wschodu. Prowadził zapiski które wówczas rozpalały wyobraźnię ówczesnych Europejczyków, dziś zaś są wdzięcznym obiektem zainteresowania – nie tylko historyków ale i np. botaników. Jedna z przygód jakie opisał Marco Polo, dotyczyła podróży do Pamiru – krainy leżącej na przeciętnej wysokości 4000 tyś. m. nad poziomem morza. Autor zapisków dotarł do Pamiru wycieńczonymi do granic możliwości końmi. Musiał bowiem wędrować dość posępnymi i mało przyjemnymi dla ludzi i zwierząt terenami. Podróżnik nie mógł zrozumieć, jak konie w kilka dni całkowicie przyszły do siebie, a nawet się zaokrągliły, odżywiając się tylko nędzną trawą porastającą płaskowyż Pamiru. Współcześni botanicy badali roślinność tam rosnącą i stwierdzili, iż ma ona większą wartość odżywczą. Jest to oczywiście wynikiem szczególnych warunków klimatycznych tzn. upalnych dni i zimnych nocy. Światło słoneczne jest istotnym czynnikiem, wpływającym na „chemiczne fabryki roślin”. Ponadto w górach światło słoneczne zawiera dużo promieni o krótkich falach, noce są zimniejsze (wolniejsze niektóre procesy życiowe roślin) – to także wpływa na skład roślin. Ponieważ wartość roślin leczniczych jest związana z ilością substancji produkowanych przez rośliny, przeto nie może dziwić to, że wpływ czynników środowiskowych, jest czasem obiektem badań. Czynniki środowiskowe to nie tylko wysokość na których rosną rośliny, ale także szereg innych jak np.: żyzność gleby, jej odczyn i struktura, zawartość wody, warunki klimatyczne, światło, temperatura, długość dnia, ilość opadów itd. Jest rzeczą oczywistą, że trudno jest uchwycić i wyodrębnić wpływ pojedynczego czynnika (np. wysokości na której rośnie jakaś roślina), gdyż w przyrodzie działają one kompleksowo i wzajemnie na siebie wpływają. Zawartość substancji czynnych w roślinie zależy zatem nie tylko od wysokości na której ona rośnie, lecz także od szeregu czynników wzajem ze sobą powiązanych jak: rodzaj rośliny, czas nasłonecznienia, temperatura, wiatry i to wszystko o czym wyżej wspomniałem. Badania dotyczące wpływu wysokości na jakiej rośnie roślina na zawartość substancji czynnych prowadził między innymi profesor Flueck. Badał skład roślin na różnych wysokościach i w tych samych warunkach glebowych. Stwierdził po badaniach, że rośliny rosnące w dobrze nasłonecznionych dolinach mają więcej substancji czynnych niż te rosnące na większych wysokościach. Pomimo większego nasłonecznienia rosnące wyżej, narażone były na większe wiatry itd. Tak czy owak, sprawa wymaga wielu badań bo jak widać, bywa z tym różnie. Jeśli chodzi o dziurawiec to Szwajcarzy rzeczywiście twierdzą, że dziurawiec alpejski ma znacznie silniejsze działanie niż dziurawiec rosnący na nizinach. Nawet nalewka z dziurawca „górskiego” jest ciemniejsza i bardziej czerwona. Może to dowodzić tego, że rosnący wyżej dziurawiec ma więcej aktywnych substancji.
Temat jak się okazuje jest ciągle drążony i to przez naukowców, o czy dowiedziałem się parę dni temu z lektury pewnego tygodnika:
http://gosc.pl/doc/1507295.Zestresuj-roslineSprawa jak widać ciągle aktualna i rozwojowa.
Osobiście wolę, by naukowcy stresowali biedne roślinki niż pakowali w nie geny innych gatunków...
W pierwszym wypadku efektem jest wymuszanie dodatkowych właściwości roślin, w drugim...
- samo życie pokazuje, ze nic dobrego.