Temat odporności to bardzo ciekawe zagadnienie. Postaram się w niedługim czasie coś skrobnąć
nowszego w tej grządce.
Póki co podzielę się własnymi spostrzeżeniami na ten temat, arcy skutecznym specyfikiem na mnie, moich bliskich i znajomych wypróbowany.
Przed wielu już laty dołożyłem do swej biblioteczki chyba przywołaną na Forum książeczkę Pani
Ireny Gumowskiej „ Czy wiesz co jesz”.
Prócz wielu niezwykle interesujących, czasem wręcz zaskakujących informacji znalazłem, zrobiłem i wypróbowałem na własnym ciele – (zabrzmiało nieomalże jak sławetne veni, vidi, vici ) coś takiego jak winko czosnkowe.
Tu mały zawód dla tych co winko kojarzą z substancją najlepiej wyciągającą wszystkie dobrodziejstwa z ziółek – sam się też do nich zaliczam jako zwolennik łączenia przyjemnego z pożytecznym.
Winko ma „0„ dosłownie i słownie zero zawartości owego rozpuszczalnika, jednak pomimo tego naprawdę działa.
Przepis:
Cytuję „on line” z mojego osobistego twardego dysku, umieszczonego przez Stwórcę na czubku mojego JA.
25 ząbków czosnku
3 cytryny
1 litr zimnej przegotowanej wody.
Czosnek przecisnąć przez praskę, dolać sok wyciśnięty z cytryn. Żeby nie kombinować wodą dopełniam do pełnego słoika o pojemności 1 l .
Autorka dalej zaleca całość wstawić na 2-3 dni w zaciemnione i niezbyt ciepłe miejsce.
Po tym czasie 2-3 razy na dzień wznosi się toast za zdrówko małym kieliszkiem owego winka.
Teraz kilka moich uwag, myślę że przydatnych.
25 ząbków czosnku dosyć się rozpanoszyło objętościowo w słoiku.
Po wypiciu pierwszego kieliszka duch mój nieco osłabł a zapał we wzmacnianiu odporności mocno się nadwyrężył.
Wziąłem książeczkę ponownie w ręce. Książka była kolejnym już wydaniem.
Nikt chyba nie wziął pod uwagę pewnego szczególiku od którego do teraz mnie mdli.
W czasach kiedy Pani Irena pisała książeczkę rósł u nas i taki się też kupowało czosnek o niedużych główkach i proporcjonalnych do nich ząbkach.
Nowe odmiany mocno urosły, czego chyba nie uwzględniono w przepisie.
Tamto winko rozcieńczyłem do poziomu mojej tolerancji żołądkowej, zaś następne generacje winek robiłem używając co najwyżej 1,5 główki zmutowanych , współczesnych odmian.
Zmodyfikowałem jeszcze całość dodając trochę miodu dla smaku. A wiadomo, że miód sam w sobie to miód

Uodporniłem się ja, żonka i córki moje
a znajomi też winka wypili już dobre słoje.
Niech producenci sobie wypiją własne szczepionki,
bo od królów farmacji mądrzejsi chyba my
- ziołowe pionki.
Fakt niezaprzeczalny jest taki, ze jeśli się nie spóźnić z używaniem winka, a pora właśnie na to idealna, to grypa i inne jesienno-zimowe bakcyle omijały mnie szerokim łukiem.
Kiedy jednak mnie coś z opóźnieniem dopadło, choróbsko miało znacznie lżejszy przebieg niż do czasów winka bywało.
Od ubiegłego roku wypróbowałem też zalecany na stronach Gospodarza olejek pichtowy – też skuteczny.
Nie pozostaje nic innego jak życzyć z całym przekonaniem o słuszności tego com w grządce tej naskrobał, wznosząc toast z winka czosnkowego – NA ZDROWIE !