General Category > II. Suplementy

Guz brzozy. Huba brzozowa

(1/6) > >>

Yang Sheng:
Witam,
W sprzedaży jest "Guz brzozy" z Darów Natury. Na opakowaniu widnieje informacja, że produkt zawiera: "Piptoporus betulnus", "Inonotus obligus":

http://www.darynatury.pl/darysklep/sklep.php?m=3

Natomiast u Bonifratrów oferowana jest huba brzozowa czarna i biała nazwana "Polyporus betulinus nigricans":

http://www.bonifratrzy.lodz.pl/?p=/poradnik/aptekabonifratrow/&a=236

Proszę o informację, czym te preparaty się różnią (co dokładnie zawierają) i jak stosować "Guz brzozy" oferowany przez Dary Natury.
Jak widać z opisu u Bonifratrów preparat ich jest dedykowany do tych samych schorzeń jak guz brzozy (patrz link poniżej).

Przyznam, że kiedyś szperałem w Internecie próbując rozwikłać te łacińskie określenia z tych preparatów, jednak nie uzyskałem pełnej jasności...

Dodam jeszcze jeden link, który wprowadza dodatkowe zamieszanie w łacińskiej terminologii (pomijając zasadność zamieszczonych tam uwag, motywowanych zapewne komercyjnie...):

http://guzbrzozy.republika.pl/guz-h.htm

Basia:
Okazuje się, że ten tajemniczy grzybek Piptoporus betulnus występuje tylko w polskim komercyjnym grzybolecznictwie :-)
Krótkie pogrzebanie w Google dało wersję prawidłową: białoporek brzozowy - Piptoporus betulinus, czyli biała huba brzozowa.
Nasz Gospodarz pisał o niej w swoich starszych stronach o ziołach mających własności przeciwnowotworowe.
Ma inne własności, niż czaga, czyli włóknouszek ukośny, czyli błyskoporek podkorowy (Inonotus obliquus syn. Polyporus obliquus, syn. Poria obliqua),  ale też jest pożytecznym lekiem. W internecie widzę, że podany jest skład 50/50%.

Bonifratrzy chyba operują nazwą zielarską surowca, a nie nazwą botaniczną.
Tak mi się wydaje...

Ciekawe jest pochodzenie czagi w handlu w Polsce, bo formalnie w Polsce jest pod ochroną, a w lesie łatwiej jest znaleźć prawdziwka niż czagę w zasięgu ręki. Mam nadzieję, że to jest import ze wschodu, a nie zmielona kora miejmy nadzieję, że chociaż brzozowa.

Jak stosować?

Ostatnio próbowałam rozgryźć stosowanie czagi, czyli czarnej huby. Są dwie szkoły: jedna mówiąca, że należy unikać traktowania jej temperaturą powyżej 50oC, druga zaleca gotowanie.
Nasz Gospodarz dawał przepisy z tej drugiej szkoły.

Macerat(?):
Rosjanie piszą, że czaga jest nieszkodliwa, można pić i 3 szklanki dziennie maceratu, ale kuracja trwa minimum pół roku.
Wysuszony grzyb trzeba rozbić najlepiej młotkiem w worku, odrzucic śmieci i kawałki kory, a to, co zostanie zmielić w młynku. Pół szklanki proszku zalać wrzątkiem tak, aby został przykryty i zostawić na 2-3 godziny. Potem dopełnić do litra wodą o temperaturze max. 50oC
najlepiej w termosie i zostawić na dwa dni. Potem można pić po odcedzeniu. Pozostałe resztki można stosować w zupach lub sosach - to jest po prostu grzyb z dużą ilością celulozy, czyli błonnika.
Widać, że ten przepis powoduje duże zużycie materiału - na minimum półroczną kurację tego trochę potrzeba...

Istnieje gotowy preparat importowany z Rosji - wyciąg wodny z czarnej huby brzozowej z solami kobaltu. Nazywa się Befungin. O ile się nie mylę, on jest oficjalnie do nabycia w Polsce, a przynajmniej był oficjalnie przebadany w Polsce.

Jak się stosuje całą mieszankę - tego nie wiem. Może telefon do producenta by coś wyjaśnił, jak to stosować poza kąpielą ;-)

Pozdrowienia :-)

Basia:
Link do artykułu:
http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081230/KRAJSWIAT/608304761

Poplotkowaliśmy sobie z Gumppkiem na jego temat, poplotkowaliśmy :-)

Artykuł jest ilustrowany zdjęciem siarkowca, który chyba nie jest grzybem, o który tu chodzi.

Badania kliniczne Befunginu były i w Polsce i w ZSRR (a obecnie Ukrainie) - we Lwowie.

O leczeniu czagą (pod nazwą łacińską) pisze Ożarowski i spółka nawet w cegiełce "Ziołolecznictwo dla lekarzy". Niestety ziołolecznictwo podobno skreślono na medycynie w latach 90-tych, no i nieuctwo kwitnie.

Wiele osób nie rozróżnia różnych gatunków grzybów, co widać szczególnie jesienią w statystyce zatruć.
Mało kto czarne kawałki kory brzozowej sklasyfikuje jako grzyb.
Co więcej, w internecie nieraz widać zdjęcia opisane jako to, o co by autorowi chodziło, ale opis jest nieprawidłowy i spowoduje, że ktoś zmieli na niby lekarstwo kawałek materiału na dzieło sztuki snycerskiej.
Na przykład: http://www.kki.pl/zenit/grzyby_spyt/ga160.htm
Wiem, że to nie zaszkodzi, ale z drugiej strony nie pomoże, a dzieło sztuki snycerskiej nie powstanie.

U nas czaga jest z jednej strony pod ochroną, a z drugiej strony leśnicy ją tępią, bo drewno im gnije.
Dlatego u nas dość trudno ją znaleźć, a jeśli już rośnie, to na starej brzozie przy szosie, czyli raczej niekoniecznie do leczenia.
Dlatego też mocno wątpię w rzeczywistą jakość sprzedawanych herbatek.

Inna sprawa, to dawkowanie: torebka 50 g wystarczy na kilka dni kuracji, a kuracja powinna trwać minimum pół roku.

A zupełnie inna sprawa to stosowanie słowa "huba". Przepraszam, ale o ile się nie mylę, to nie jest określenie naukowe.
Pod tą kategorię można wrzucić wiele różnych rzeczy, które wcale niekoniecznie muszą wyjść na zdrowie.
Owszem, w terapii nowotworów stosuje się silne trucizny, ale wszystko trzeba robić z głową i dziesięć razy się zastanowić.

Pozdrowienia :-)

Jaga577:
Witam,

Ja akurat zajmuję się fitoterapią odkąd tylko chyba żyję czyli jakieś 20 lat. Przez całe życie sporządzałam różne nalewki i wywary z ziół i przez ostatnie lata jakoś nigdy nie usłyszałam od żadnego lekarza, że coś mi doskwiera. U ginekologa: nie ma nawet Pani nadżerki, u masażysty punktowego w Niemczech: żadnych dolegliwości a skóra zdrowa, u ogólnego: cukier i cholesterol w normie i tak mogę dalej wymieniać. Dodatkowo do mojego przyjścia na świat mama przygotowywała się całe 2 lata stosując taką kurację, gdyż usłyszała od lekarzy, że kolejne dziecko przyniesie śmierć mi i jej samej podczas porodu. Czy była głupia? Nie myślę, marzyła o posiadaniu dzieci. Podziwiam jej odwagę i faktycznie urodziłam się zdrowa. Nie mam astmy i nie mam alergii tak jak ona, że nawet pszczoła mogłaby mi przynieść śmierć. Niestety ona jest tutaj kaleką, bo zażywała takie silne leki, że normalnie teraz powinna jeździć na wózku. Innym przykładem jest moja babcia, która po wybuchu w Czarnobylu miała dużo guzek pod piersiami. Po okładach z huby zniknęło i nigdy nie wróciło. Czy umarła? Nie, żyje dalej i wątroba jej nie siadła. A czy mój dziadek i wujek, którzy tego nie stosowali żyją? Nie. Zaufali współczesnej medycynie, biorąc morfinę i poddając się chemioterapii. Skończyło się na przerzucie do mózgu, a drugiemu "lekarz" oznajmił że to nie guz i koniec. Jego pomyłka kosztowała życie. Nie przeżył fal chemioterapii. Znam sporo roślin i sporo zastosowań, a pomyłki zatruciem jest wyłącznie winą osobistą z braku wiedzy o proporcjach oraz rozpoznawaniu samych roślin. Nie wszystko jest dla ludzi, to co je sarna (patrz muchomor) nie znaczy, że może człowiek jeść.

Nie słuchajcie koncernów. Oni tylko chcą na was zarobić.

piachu2:
Dobry Wieczór  / Dzień Dobry!

Chyba się trochę zgubiłem...
Jeśli temat jest o czyrze ( raku brzozy) to owszem mozna mówić o właściwościach leczniczych, natomiast huba brzozowa (biała lub szara ) jest bezwartościowa.
Więc huba czy czyr?

Często widuję na trasach swoich wycieczek czyr lub inaczej włóknouszek ukośny rosnący na brzozach i mam ochotę trochę naskubać i zrobić nalewkę lub łagodniejszy macerat.
Tylko dlaczego jest pod ochroną?


Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Idź do wersji pełnej