Wizyta u dentysty. Lekarz pyta się czy przyjmuję jakieś leki. Odpowiadam, ze nie, ale piję zioła. Dziś glistnik przeciwbólowo. Glistnik? Tak, jaskółcze ziele, chelidonium majus doktorze. Nic na to nie powiedział, tylko wgapiał się we mnie kilka chwil.
Rzecz działa się jakieś półtora roku temu. Wizyta u lekarza rodzinnego celem wybicia bakterii e.coli z moczu.
Jeden antybiotyk nie pomógł, za to skutki uboczne powalające. Drugie badanie i bakteria trzyma się nadal twardo :-) Kolejna wizyta, przepisuje kolejny antybiotyk, ale pytam się czy może jednak ziołami można byłoby spróbować? Patrzę na babkę i widzę szyderczy i ironiczno-kpiarski uśmiech...
Wybiłam ziołami i propolisem bakterię. Po jakimś czasie kolejna wizyta u lekarza a wcześniej badanie. Jest czysto. Lekarz stwierdził, ze to po drugim antybiotyku, którego nie wykupiłam... Nie wierzył, ze poradziłam sobie ziołami. Nie wierzył, ze skutki uboczne przy pierwszym antybiotyku są po nim.
Absolutnie zaręczam Wam drodzy zielarze, że chemiczne tabletki to jedno z najlepszych rzeczy , które nas spotkało i nie uciekajmy od tego.

Zresztą Adrian też pisał o anginie we wcześniejszych wątkach...