Autor Wątek: Z historii ziołolecznictwa  (Przeczytany 7221 razy)

Offline ewula K

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 1638
Z historii ziołolecznictwa
« dnia: Kwietnia 02, 2012, 09:56:33 »
W książce Witolga Poprzęckiego :"Poradnik zielarza" z 1983 r. znalazłam informację na temat osiągnięć Bułgarii w ziołolecznictwie. Autor wymienia takie nazwiska jak prof. Petkow i prof. Stabenow.
Otworzyli oni pierwszą w Europie klinikę-szpital leczenia ziołami.Po nich prof. Antonio Stinco też wprowadził zioła do swojej kliniki na Gianicolo. Potem byli następni, np. prof. Luccagini w Genui - w szpitalu doświadczalnym Światowej Organizacji Zdrowia.
Gdzieś po drodze  to wszystko się rozmyło i przepadło. Dzisiaj pacjent z chorobą nowotworową jak zapyta onkologa czy może wspierać się ziołami najczęściej słyszy krzyk: nie wolno!
A ja się pytam czy lekarzom wolno zabraniać  wspierania organizmu chorego roślinami wg "widzimisię" lekarza.
 Można wlewać w żyły pacjentów toksyczną chemię, a zabraniać stosowania np. pyłków pszczelich? Dlatego napiszę jeszcze raz: jaka szkoda, że fitoterapia nie jest wykładana na studiach medycznych. Skoro fitoterapia jest działem medycyny konwencjonalnej, to powinna być w programie studiów. Mąż nie  informuje swojego onkologa, że stosuje zioła ...bo po co?
Każda wizyta w CO wygląda nastepująco: onkolog spogląda do komputera i sprawdza wynik ostatniego PSA. Jest dobry. Nie pada nawet pytanie:"Jak sie pan czuje?". Mąz miał radioterapię loży po prostacie...więc po niej można się różnie czuć. Potem wklepuje w kom puter skierowanie na nastepne PSA i wyznacza nastepną wizytę. Tak wygląda opieka nad pacjentem onkologicznym.
Taka kontrola trwa ok. 5 minut. Czy PSA jest OK to sam pacjent widzi, bez pomocy onkologa. Na te 5 minut za to czeka się w kolejce kilka godzin. Taka rzeczywistość. Jaki byłby sens dyskusji z lekarzem o ziołach? Ewa


Offline Katarzyna

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 864
Odp: Z historii ziołolecznictwa
« Odpowiedź #1 dnia: Kwietnia 02, 2012, 12:11:22 »
Rzeczywiście, nie ma sensu dyskutowania o ziołach - tez tego na sobie doświadczyłam. Pani doktor wywróciła oczami, na skierowaniu na usg ginekologicznym podkresliła, że lecze się ziołami. Na samym usg komentarz lekarza: proszę pani, to przeciez "lipa". Więc żebysmy sie wszyscy dobrze bawili odpowiedziałam, ze niestety tam jej nie ma.

Offline stukam kopytkami

  • Ekspert forum
  • Dużo Pisze
  • ****
  • Wiadomości: 1192
Odp: Z historii ziołolecznictwa
« Odpowiedź #2 dnia: Kwietnia 02, 2012, 12:32:37 »
Wizyta u dentysty. Lekarz pyta się czy przyjmuję jakieś leki. Odpowiadam, ze nie, ale piję zioła. Dziś glistnik przeciwbólowo. Glistnik? Tak, jaskółcze ziele, chelidonium majus doktorze. Nic na to nie powiedział, tylko wgapiał się we mnie kilka chwil.

Rzecz działa się jakieś półtora roku temu.  Wizyta u lekarza rodzinnego celem wybicia bakterii e.coli z moczu.
Jeden antybiotyk nie pomógł, za to skutki uboczne powalające. Drugie badanie i bakteria trzyma się nadal twardo :-) Kolejna wizyta, przepisuje kolejny antybiotyk, ale pytam się czy może jednak ziołami można byłoby spróbować? Patrzę na babkę i widzę szyderczy i ironiczno-kpiarski uśmiech...
Wybiłam ziołami i propolisem bakterię. Po jakimś czasie kolejna wizyta u lekarza a wcześniej badanie. Jest czysto. Lekarz stwierdził, ze to po drugim antybiotyku, którego nie wykupiłam... Nie wierzył, ze poradziłam sobie ziołami. Nie wierzył, ze skutki uboczne przy pierwszym antybiotyku są po nim.

Absolutnie zaręczam Wam drodzy zielarze, że chemiczne tabletki to jedno z najlepszych rzeczy , które nas spotkało i nie uciekajmy od tego.   ::) ;D

Zresztą Adrian też pisał o anginie we wcześniejszych wątkach...

Offline vitara

  • Więcej Pisze
  • ****
  • Wiadomości: 363
  • nr gg 14 987 97
Odp: Z historii ziołolecznictwa
« Odpowiedź #3 dnia: Kwietnia 02, 2012, 22:20:17 »
popieram

Offline *Agnieszka*

  • Więcej Pisze
  • ****
  • Wiadomości: 283
Odp: Z historii ziołolecznictwa
« Odpowiedź #4 dnia: Kwietnia 03, 2012, 09:31:57 »
Chyba umarłabym,gdyby nie zioła.Oczywiście nie teraz,ale pewnie szybciej niż później ;)
A tak mam się dobrze.Jestem bardzo wdzięczna temu forum i Wam,moi drodzy. :)
Żyję,mam się dobrze i z wielką miłością przystąpiłam do nauki i poszukiwań ziół.
U lekarza nie byłam od badania,po co?Moje zdrowie,życie wisiało na włosku i moje telefony wymusiły na lekarzu skierowanie na badanie,gdzie okazało się,że nie jest tak źle jak podpowiadała wyobraźnia i tym sposobem jestem tu i teraz.
To dzięki lekarzom i wierze w antybiotyk byłam chorowitym dzieckiem,bez energii.Teraz mam siły i energii,o i blasku w oczach,że ho ho :D:D:D
A,moje dzieci są okazami zdrowia ,pomimo że lekarza widziały kiedyś tam...
:)

Offline freshbynature

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 1437
  • zioła i sport
Odp: Z historii ziołolecznictwa
« Odpowiedź #5 dnia: Kwietnia 03, 2012, 09:50:23 »
Ja spotkałem jedna pania dermatolog(Poznań) która "mixowała" obie medycyny z pieknym skutkiem . Z reszta jak mawiała : Ja ich nie mixuję , to marketing je rozdzielił... - Prawda
Jełsi chodzi o reszte moich doswiadczeń ( do lekarzy chodze jełsi potrzebuje czegos czego nie moge sam załatwic- recepta, zwolnienie) i rozmowy o ziołach..... Marketingowcy , biznesmeni...:-)


Pozdrawiam- Fresh
Piękno, które ma się w sobie, nie przemija nigdy, jest  w umyśle,...ale widzą je tylko ci, kórzy umysłem sie posługują... leżysz wstań wstałes-idź idziesz-biegnij biegniesz- leć lecisz?

Offline ewula K

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 1638
Odp: Z historii ziołolecznictwa
« Odpowiedź #6 dnia: Kwietnia 03, 2012, 10:07:52 »
W mojej rodzinie - mąż kuzynki ze strony mamy był lekarzem ze specjalizacją w kardiologii.
Zaczął uczyć się fitoterapii. Otworzył prywatny gabinet leczenia ziołami. Najpierw przyjmował 1 raz w tygodniu. Szybko przybywało mu chętnych. Doszło do tego, że mógłby przyjmować codziennie. Łączył wiedzę lekarza z zielarstwem.
Pisząc o nim napisałam "był", niestety nie żyje od 6 lat. Zmarł w wieku 54 lat.

Adrian Budek

  • Gość
Odp: Z historii ziołolecznictwa
« Odpowiedź #7 dnia: Kwietnia 12, 2012, 08:46:19 »
Miałem bardzo wiele przygód z lekarzami i negatywnymi skutkami ich podstawowego leczenia łącznie ze śmiercią młodego kolegi od antybiotyku.

W przychodni jestem, tak jak pisał Fresh, jedynie po zwolnienia.
W dyskusje przestałem się wdawać ponad rok temu. Z lekarzami brak merytorycznej dyskusji.

Lekarze są do tego stopnia uprzedzeni do fitoterapii, że nawet naoczne fakty nie są w stanie ich przekonać.

Na szczęście pieniądze, marketing i brak obiektywizmu powoli prowadzą do wielkiego upadku współczesnej medycyny. Mamy już pierwsze oznaki: antybiotykoodporność, superbakterie, zbliżająca się epidemia cukrzycy w USA, alergie, zwiększająca się liczba nowotworów, mutacje wirusów  itp.

Póki co zalecam korzystanie z intuicji. Po to mamy rozum i rozwinięte zmysły aby kojarzyć fakty i wyciągać wnioski.

Offline halina1

  • Dużo Pisze
  • *****
  • Wiadomości: 1447
Odp: Z historii ziołolecznictwa
« Odpowiedź #8 dnia: Kwietnia 12, 2012, 09:44:46 »
Pracujesz nad intuicją, czy sądzisz iż masz wrodzone (nie schowane głębko) sprawne, intuicyjne postrzeganie?
Co robisz aby intuicja nie prowadziła na manowce?

Adrian Budek

  • Gość
Odp: Z historii ziołolecznictwa
« Odpowiedź #9 dnia: Kwietnia 12, 2012, 10:23:13 »
Halinko
Uczyć się, poznawać, eksperymentować, porównywać twardo fakty.

A czy od tego intuicja się polepsza?
Nie wiem.